Witajcie pośród archipelagu greckich wysp, kolebce mitów... Recenzja: Cyklady Edycja Legendarna

itomigra.blogspot.com 59 minut temu

Witajcie pośród archipelagu greckich wysp, kolebce mitów... Recenzja: Cyklady Edycja Legendarna

Jeden z najlepszych tytułów zeszłego roku już zdążyliśmy Wam przybliżyć (recenzję Wędrujących Wież znajdziecie TUTAJ). Czas, by usiąść i zredagować swoje myśli o kolejnym! Tym razem będzie ciężej, ponieważ Cyklady- w starej, topornej wersji- należały do moich ulubionych planszówek ever! Czy reedycja coś zmienia? Czy moje przyzwyczajenie weźmie górę i będę marudził? Postaram się być obiektywnym!

Informacje/Pierwsze Wrażenia:


Cyklady: Edycja Legendarna
to gra strategiczna przeznaczona dla 2 do 6 osób, w wieku co najmniej 13 lat. Partię przewidziano na 60-90 minut. Osadzoną ją w starożytnej Grecji, w której uczestnicy wcielą się w dowódców polis, próbujących zjednoczyć podzielony wojnami archipelag pod jednym sztandarem. Grę przez lata wydawał Rebel. Aktualne wydanie jest "legendarne" i opatrzone logiem Galakty. Na czym polega ta "legendarność"? Otóż skumulowano tutaj podstawkę i- teoretycznie- najlepsze wątki dodatków!

Pudełko to odrobinę większy niż standardowy kwadrat. Korzystna zmiana- choć nie powiem, lubiłem tego prostokątnego klocka. Grafikę zdecydowanie podrasowano. To już nie Polifem wita nas na okładce, a Hydra wraz z zastępami żołnierzy i herosami, pod czujnym okiem Zeusa. Niesamowicie się jarałem, otwierając pudełko po raz pierwszy!

W środku znajdziemy: kafle mapy, planszę organizacyjną, legiony drewnianych mepli i okrętów (w tym wypadku fajnie, iż zrezygnowano z plastiku), kolumienki, znaczniki terenu i zasłonki w kolorach graczy, najemników (szare pionki), dwie kostki, kartonowe potwory i herosów (tutaj szkoda figurek, bo były chlubą Cyklad!) wraz z odpowiadającymi im kartami, talię filozofów i kapłanek, płytki bogów, żetony rogów obfitości, budowli, metropolii oraz bazylion monet. Wszystko wygląda bajecznie! Już po rozpakowaniu nie mogłem się doczekać pierwszej partii.

Zasady:


Cyklady: Edycja Legendarna
czerpie z pierwowzoru wzbogaconego o kilka elementów z dodatków. Wszystkie szczegóły dotyczące przygotowania i wariantów (np. gry drużynowej) znajdziecie w instrukcji. Poniżej przedstawimy jedynie ogólny schemat zabawy. Na start wystarczy wiedzieć, iż każdy z uczestników wybiera kolor, ustawia jednostki początkowe na mapie, a złoto chowa za zasłonką. Z talii herosów i potworów odsłaniane są karty, a na boskim torze płytki Olimpijczyków. Możemy rozpoczynać!

Rozgrywka podzielona jest na cykle, podczas których uczestnicy podejmą się akcji, w zależności od wylicytowanych bóstw i ich kolejności na torze. Pierwszym krokiem każdego z nich jest wypłata. Gracze zliczają kontrolowane przez siebie rogi obfitości i otrzymują adekwatną do nich liczbę monet. Następny krok to licytacja- czyli nie ukrywajmy- sedno gry. Uczestnicy deklarują, jaką ofiarę pieniężną złożą wybranemu Olimpijczykowi. Uwaga! Można się przelicytowywać (wskazane!). Uwaga2! Każda posiadana karta kapłanki obniża koszt ofiary o jeden pułap. Pierwsza osoba, która spasuje (nie chce brać udziału w licytacji, bądź jej nie stać)- nie wykonuje żadnych akcji. Ląduje na Apollu, otrzymuje monety i dodatkowy róg obfitości (do rozlokowania na swoich terenach). Gdy uporamy się z kwestią licytacji, przechodzimy do rozpatrywania bogów (w kolejności od góry do dołu). Każdy z nich oferuje unikalne akcje. W wielkim skrócie: Zeus wyświęca kapłanki, Posejdon tworzy okręty i umożliwia nimi ruch, Ares adekwatnie postępuje z żołnierzami, Hera rekrutuje najemników, a Atena przyznaje filozofów.

Ponadto wygrywając licytację o konkretne bóstwo, otrzymujemy powiązany z nim budynek, który wprowadza określone bonusy (np. Posejdon wybuduje fort, wpływający na sąsiednie morskie bitwy). Po rozpatrzeniu akcji standardowej możemy podjąć się rekrutacji potwora, herosa bądź ruchu nimi. Każdy z powyższych ma dodatkowe zasady specjalne, a opisane są one w instrukcji. jeżeli jakikolwiek ruch na planszy (mocą Aresa, Posejdona, bądź herosa) sprawi, iż wrogie jednostki spotkają się na jednym polu, następuje bitwa. Rozstrzyga się ją poprzez zsumowanie sił armii i rzut kostką (prościzna!). Ostatnia faza to czyszczenie- zmieniamy tory potworów i herosów, przekładamy kolejność bóstw.... i zaczynamy cykl od początku!

Cała zabawa toczy się o metropolie. jeżeli któryś z graczy posiada na koniec cyklu takie trzy, zwycięża. Istnieją trzy podstawowe sposoby ich zbudowania. Pierwszy to zgromadzenie czterech bazowych budynków, wtedy metropolia powstaje automatycznie. jeżeli zgromadzimy czterech filozofów (od Ateny), również stawiamy miasto. Trzeci sposób to oczywiście odbicie jej z rąk przeciwnika. Uwaga! Niektórzy herosi (np. Midas) mogą oferować inne warunki stworzenia metropolii.

Wrażenia:


Cyklady
figurują na liście moich ulubionych gier, odkąd zacząłem ją tworzyć. Niestety, mimo godzin nad nią spędzonych, powiększająca się kolekcja sprawiła, iż powoli obrastała kurzem. Mało tego- wraz ze wzrostem mojego doświadczenia z grami- zacząłem dostrzegać jej mankamenty. Wciąż jednak na owej liście się pojawia. Trochę przez sentyment (jedna z pierwszych, większych gier, które posiadałem, jeszcze w wydaniu międzynarodowym), trochę przez miłość do mitologii, trochę przez mocne, wyryte w pamięci emocjonalne wspomnienia. Kiedy okrzyknęli wydanie Edycji Legendarnej, niesamowicie się ucieszyłem! Z okazji premiery mogliśmy jeszcze raz usiąść do klasyki, która rozkochała nas w grach planszowych. Dorwaliśmy się do niej dopiero w zeszłym roku... i wiecie co? Stara miłość nie rdzewieje.

Nie da się ukryć, iż Edycja Legendarna podrasowuje lekko zaśniedziałą strategię. Zachowuje trzon rozgrywki (licytację i prostotę prowadzenia bitew), sporo z zasad usprawnia (np. utrzymanie potworów dzięki kapłanek), ale i dodaje kilka istotnych elementów. Po pierwsze (i chyba najważniejsze)- nowa bogini, Hera, sprawia, iż unikamy przestojów, wyczekując na konkretny budynek. Możliwość otrzymania od niej dowolnej składowej metropolii, zdecydowanie wpływa na postęp w grze. Podobnie zresztą jak wprowadzenie najemników. Zbrojenie nie będzie zależało jedynie od Aresa! Liczniejsze armie- to intensywniejsze konflikty! Tym bardziej iż druga "nowość"- herosi- pozwala się poruszać bez pomocy boga wojny (niezależnie od Olimpijczyka, którego wybierzemy!). Bohaterowie są nam znani z dodatku Hades i stanowią kompilację jednostek ze starej wersji oraz mocy Tytanów, z których zupełnie zrezygnowano. Czy słusznie? Tak po prawdzie to choćby herosi są zbyteczni podczas pierwszych rozgrywek (znacznie częściej kupuje się potwory). Dopiero nabierając doświadczenia, gracz docenia potęgę, jaką przynoszą Pentezylea, Odys, czy Midas. Trzecie wyraźne odświeżenie to modularna plansza. Prosty pomysł, który nie tylko zwiększa regrywalność, ale i nadaje ciekawego, nowoczesnego sztychu.

Za co Cyklady kocham? Za tę prostotę zasad i mechanikę wojny, której serce wcale nie leży w sile wojska. Paradoksalnie- plansza główna jest w nich mniej ważna niż ta pomocnicza. To obserwacje prowadzone na tej drugiej- sprytne oszczędzanie, wyczekanie na konkretne potwory, czy kolejność bogów- stanowią źródło satysfakcji i często są drogą ku chwale. Podobnie zresztą jak polityczne machinacje nad stołem i podpuszczanie na siebie przeciwników. Jednym słowem: uwielbiam ciągłą interakcję! Cyklady stanowiły- i w sumie dalej stanowią- przykład, gdzie jest ona dotkliwa. Wyobraźcie sobie, iż przez większość gry gospodarujecie sobie spokojnie, zbieracie, budujecie, a w jednym ruchu ktoś Wam to wszystko odbija. Boli, prawda? W Cykladach bardzo ciężko nadrobić nieuwagę, czy błąd. Są one też przykładem tytułu, w którym pojawia się syndrom kingmakingu. Czyli sytuacji, w której ja nie wygram (najczęściej to właśnie ta osoba, której wszystko odbito i pod koniec rozgrywki zbiera się w sobie), ale moje poczynania zdecydują, który z pozostałych graczy zwycięży. W tym miejscu warto też zaznaczyć pewną oczywistość- Cyklady to gra dla większej ilości graczy. W parze raczej nudnawa, w gronie trzech osób- podatna na wspomniany kingmaking, tracąca tę adekwatność z każdym kolejnym uczestnikiem (machinacje polityczne mogą odwrócić tabelę. Udało mi się kiedyś wygrać, będąc na zepchniętym na jedną wyspę w pięciu graczy! #chwalęsię).

Podsumowując, Edycja Legendarna jest warta polecenia. Zachowuje ducha starego planszówkowania, rozbudowując podstawę o niezbędne koncepcje z dodatków. Kiedyś trzeba było mieć trzy niewymiarowe pudełka- dziś wystarczy jedno! Uwaga! Do tej pory uważałem Cyklady za tytuł- bądź co bądź- rodzinny. Dwie/trzy zasady i gramy. Oczywiście z uwzględnieniem, iż to familia i niegrający znajomi niebojący się interakcji negatywnej. W tym wypadku kaliber się nieco podnosi- zależności jest więcej, a monety nie służą jedynie do zakupu potworów i licytacji (można jeszcze kupić herosów, przesuwać wojska itp.). Wielowarstwowość sprawia, iż gra jest ciut bardziej angażująca- ale czy rodzinka nie da rady? Oczywiście, iż da! Podobnie, jak niedoświadczeni laicy- Cyklady są stworzono, by rozkochiwać kolejne pokolenia w grach area control!
Plusy:

+ współczesna odsłona klasyki
+ łączy w sobie element licytacji, rozbudowy i podboju (czyli to, co tygryski kochają najbardziej)
+ proste zasady
+ dobra pozycja, by rozpocząć przygodę z area control
+ niesamowity klimat mitologii
+ czysta i dotkliwa interakcja negatywna
+ esencje wyciągnięte z dodatków (herosi, ruch bez udziału Aresa, zdolności metropolii)
+ Hera, nowa bogini (usprawnia budowanie i zbrojenie, likwidacja przestojów)
+ modularna plansza
+ ma swoje epickie momenty
+ wariant drużynowy
+ poprawa strony graficznej
+ bardziej klasyczne pudełko
+ udoskonalono mechanizm potworów (zostają, jeżeli opłacasz je kapłanką)...

Minusy:

- tym bardziej żal, iż zrezygnowano z figurek (jedynie kartoniki)
- rezygnacja z boskich artefaktów (lubiłem ten wątek)
- kingmaking
- 2-3 osoby to słaby skład (choć pewnie znajdą się amatorzy)

T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Istagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ poczytacie o grze w serwisie Planszeo

Idź do oryginalnego materiału