Ostatnimi czasy Polska bardzo dobitnie prezentuje się na rynku gier wideo. Niesamowicie słynny Wiedźmin czy Cyberpunk od studia CD Projekt wywołały niemałe zamieszanie, a seria Dying Light to najlepsze tytuły w klimatach zombie apokalipsy. Ale nie tylko oni, bo na horyzoncie powoli wyjawia się perełka strzelanek – polski Witchfire.
Watykan kontra wiedźmy
Witchfire ma w sobie bardzo mało fabuły, ale wystarcza on w formule, jaką ta gra prezentuje. Otóż Watykan w XVII wieku toczy otwartą wojnę z czarownicami – i tę wojnę przegrywa. Ostatnią nadzieją ludzkości są nieśmiertelni Preyerzy – nie do końca ludzkie istoty, które polują na wiedźmy. Posługują się oni zarówno świętymi relikwiami, jak i czarnoksięską magią.
Witchfire – własny zrzut ekranuNasz Preyer wyrusza w odległe strony, aby zgładzić jedną z najpotężniejszych czarownic. Droga jest jednak trudna, a w jej trakcie z bohatera uleciały całe zapasy Wiedźmiego Ognia, pełniący rolę punktów doświadczenia oraz waluty. Preyer zaczyna więc swój rozwój od początku, powoli przedzierając się przez zastępy wrogów.
Fabuła nie jest mocną stroną tytułu, ale widać, iż nie do niej przykładają się twórcy podczas produkcji gry. Warto też wspomnieć, iż gra wciąż tkwi w fazie wczesnego dostępu, a więc wiele może się jeszcze zmienić.
Na plus na pewno zasługuje stylistyka tytułu – utrzymana jest w klimatach mrocznego fantasy. Wszelkie modele potworów, broni, architektura oraz efekty magiczne są świetnie zaprojektowane, a mrok niemal wylewa się ekranu.
Strzelanie
Skoro gra nie stoi fabułą, co jest więc kluczowym elementem? Odpowiedź jest bardzo prosta – strzelanie. Mechanika jest przygotowana świetnie, co zresztą nie dziwi. Za Witchfire odpowiada znany w świecie gier wideo reżyser – Adam Chmielarz. Starsi gracze mogą znać go z Painkillera, jedną z pierwszych polskich produkcji, która otrzymała szerokie uznanie na całym świecie.
Adam Chmielarz wykorzystał swoje doświadczenie z projektowania FPSów i wraz ze swoją ekipą (The Astronauts) przygotował bardzo przyjemny model strzelania. Przypomina on nieco ten z Destiny oraz Destiny 2 – bardzo płynny i satysfakcjonujący. Sporym urozmaiceniem są wszelakie bronie, których jest mnóstwo – od rewolwerów, przez karabiny maszynowe po potężne snajperki. Znalazło się też miejsce na kilka wymyślnych broni, z czego jedną z oryginalniejszych jest pukawka wykonana z ludzkich kości. Udźwiękowienie tej, jak i każdej innej giwery jest na niesamowicie dobrym poziomie. Dawno nie było strzelanki z tak mięsistymi strzałami.
Witchfire – własny zrzut ekranuPoza zwykłymi broniami, mamy do dyspozycji zaklęcia lekkie i ciężkie. Te pierwsze nadają różne efekty na wrogów lub samego gracza – wystrzelenie pioruna, trucizny lub kuli ognia. Te drugie natomiast nakładają znacznie potężniejsze efekty, ale również czas oczekiwania na odnowienie jest znacznie dłuższy. Zaklęcia nie pełnią roli broni w Witchfire – służą bardziej jako przedmioty pomocnicze.
Witchfire – własny zrzut ekranuCałe te zabiegi w połączeniu z mobilnością Preyera dają nam bardzo kompetentną rozgrywkę. Bohater, choć nieco ociężały, porusza się szybko, wykonuje uniki oraz skacze wysoko – kluczem do efektywnego grania jest więc kontrola tłumu oraz sprawne przemieszczanie się po polu walki. Gra dodatkowo nagradza agresywny movement, bo po wykonaniu uniku wokół wroga, w którego celujemy, pojawiają się słabe punkty. jeżeli je zestrzelimy, przeciwnik traci równowagę, stając się chwilowo niezdolny do walki. Otrzymuje również zwiększone obrażenia.
Coś poza strzelaniem
Jendak Witchfire nie opiera się jedynie na strzelaniu – choć jest to jakieś 60% gry. Produkcję można opisać jako soulslike FPS. W praktyce wygląda to tak: dla gracza jest udostępniona baza, czy też hub, w którym może dobrać wyposażenie, kupować przedmioty, czy choćby ulepszać postać za wspomniany Wiedźmi Ogień.
Jak zdobywać ten surowiec? Wyruszając na ekspedycje – i tutaj kryje się całe sedno gry. Dostępnych jest kilka map, każda o różnym poziomie trudności i z innymi przeciwnikami. Po wyborze jednej, pojawiamy się w losowym punkcie i zostaje nam przypisane kilka celów. Czasami jest to boss, czasami znalezienie jakiegoś przedmiotu. Poza tym teren roi się od przeciwników, trzeba być więc bardzo ostrożnym – tym bardziej, iż gra jest szalenie trudna. Warto wspomnieć, iż to z pokonanych przeciwników zbieramy Wiedźmi Ogień.
Witchfire – własny zrzut ekranuDostępnych jest również kilka zadań pobocznych, jak odnalezienie jakichś przedmiotów lub pokonanie wszystkich wrogów. Na mapie widnieje kilka specjalnych punktów, które pełnią funkcję epicentrów przeciwników – po oczyszczeniu ich nasz Preyer odblokowuje specjalne umiejętności, aktywne tylko na ten jeden wypad. Czasami jest to szybsze strzelanie, więcej punktów życia czy sprawniejsze przeładowywanie.
Po wykonania zadania (lub nie, bo tak naprawdę nie musimy tego zrobić) pora na ucieczkę. Na mapie jest dostępnych kilka portali powrotnych. Aktywują się one jednak jakiś czas, w trakcie którego mogą nas napaść posiłki wroga – dodatkowo w ich obecności portal otwiera się znacznie wolniej. Gdy jednak nam się to uda, wracamy do bazy, gdzie czynimy przygotowania do kolejnej wyprawy.
Cała gra opiera się na takich ekspedycjach i wokół nich obraca się cała pętla rozgrywki.
Jeszcze trochę poczekamy
Jak zostało wspomniane, Witchfire jest przez cały czas we wczesnym dostępie i nie wygląda na to, iż zbyt gwałtownie z niego wyjdzie. Pierwsze informacje o powstawaniu gry pojawiły się wiele lat temu, a we wczesnym dostępie pojawiła się na Epic Games Store 2023 roku. Użytkownicy Steama mogli kupić grę rok później. Minęły już dwa lata, a tytuł wciąż jest tworzony, choć twórcy zapewniają, iż wersja 1.0 ma wyjść niedługo.
Mimo wczesnego dostępu, Witchfire to naprawdę dobra strzelanka ewakuacyjna. Dodatkowym atutem jest to, iż za produkt odpowiada polskie studio, w dodatku nie zaangażowany jest żaden duży wydawca. The Astronauts to studio niezależne i takie pozostaje.

2 godzin temu

















