Wojna o cztery korty. Pickleball skłócił sąsiadów

bejsment.com 1 godzina temu

Ashley Hennessey zebrał 130 podpisów pod petycją o utrzymanie kortów do pickleballa w Kokomo Park w Port Stanley od 8:00 do zmierzchu. Inni mieszkańcy domagają się usunięcia kortów.

Cztery korty do pickleballa stały się przyczyną sąsiedzkiej wojny w Port Stanley w Ontario. Jedni mieszkańcy chcą grać od rana do wieczora, inni domagają się całkowitego usunięcia kortów. Do sporu wkroczył już prawnik, który zagroził władzom gminy postępowaniem sądowym.

Korty znajdują się w osiedlu Kokomo Park, w pobliżu domów jednorodzinnych i budynku condominium. Są publiczne i cieszą się dużą popularnością, ale odgłosy uderzania piłki oraz zachowanie graczy zaczęły przeszkadzać części mieszkańców.

Po skargach władze Central Elgin zdecydowały w lipcu, iż z kortów można korzystać od godz. 9 rano do 8 wieczorem. Wcześniej były dostępne od świtu do zmierzchu.

Gracze uważają jednak, iż latem powinni mieć możliwość rozpoczynania gry wcześniej. Zebrali 130 podpisów pod petycją, w której domagają się otwarcia kortów od godz. 8 rano do zmierzchu. Chcą również przeprowadzenia badań poziomu hałasu i udziału w przyszłych rozmowach dotyczących obiektu.

Ashley Hennessey, który zorganizował petycję, tłumaczy, iż wielu graczy to osoby starsze, dla których wysiłek fizyczny przy temperaturze przekraczającej 30 stopni może być niebezpieczny. Dlatego wolą grać rano.

Część sąsiadów chce jednak znacznie bardziej radykalnego rozwiązania – całkowitego usunięcia kortów.

Reprezentujący grupę mieszkańców prawnik J. Patrick Maloney skierował do władz Central Elgin pismo, w którym twierdzi, iż hałas może przekraczać dopuszczalne normy i naruszać prawo mieszkańców do spokojnego korzystania ze swoich nieruchomości. Zagroził podjęciem kroków prawnych, jeżeli korty nie zostaną usunięte.

Spór doprowadził już do konfliktów między sąsiadami. Hennessey twierdzi, iż mieszkańcy condominium krzyczeli na graczy, gdy ci pojawiali się na kortach zbyt wcześnie lub zostawali za długo.

Nie wszyscy mieszkający w pobliżu opowiadają się jednak po którejś ze stron. Lloyd Mulroney kupił w ubiegłym roku dom naprzeciwko kortów, wiedząc o ich istnieniu. Sam czasami gra, ale przyznaje, iż wieczorami robi się tłoczno. Z kortów korzysta wtedy choćby ponad 20 osób, a na niewielkim parkingu pojawia się kilkanaście samochodów.

Jego zdaniem obecny kompromis, czyli zamykanie kortów o godz. 20, może być rozwiązaniem akceptowalnym dla wszystkich.

Władze Central Elgin otrzymały zarówno petycję graczy, jak i pismo mieszkańców domagających się likwidacji kortów. Na razie nie podjęły decyzji.

Idź do oryginalnego materiału