Cóż to był za rok! Z jednej strony można czuć, iż 2025 należał do Clair Obscur: Expedition 33, ale z drugiej – świetnych gier mieliśmy pod dostatkiem. Sprawdzenie większości z nich graniczy z cudem i jesteśmy pewni, iż wiele z tych tytułów będziemy nadrabiać jeszcze w 2026 roku. Nie brakowało niespodzianek, zwrotów akcji oraz zgrzytów w świecie gier wideo. Kłamstwem byłoby nazwać minione 365 dni złymi – wręcz przeciwnie, były fantastyczne. Takim oto akcentem zapraszamy na nasze podsumowanie!
Spis Treści
- Najlepsza gra roku 2025
- Największe rozczarowanie roku
- Największe zaskoczenie roku 2025
- Fabuła obowiązkowa do poznania
- Najlepsza oprawa roku 2025
- Najlepsza muzyka
- Najprzyjemniejsze chwile online
- Odkrycie roku
- Co nadrobiliśmy w 2025
Najlepsza gra roku 2025

Artur – Clair Obscur: Expedition 33
Paweł – ARC Raiders
Marek – Kingdom Come: Deliverance II
Jakub – Clair Obscur: Expedition 33
Kamil – Split Fiction
Dawid – Clair Obscur: Expedition 33
Konrad – Dying Light: The Beast
Łukasz – Clair Obscur: Expedition 33
Darosław – Clair Obscur: Expedition 33
Kacper – Clair Obscur: Expedition 33
Aleksander – Kingdome Come Deliverance II
Marcin: Clair Obscur: Expedition 33
Rzadko trafiają się gry, które po zakończeniu nie chcą dać o sobie zapomnieć. Clair Obscur: Expedition 33 należy do tej kategorii — nie próbuje olśniewać rozmachem ani technologicznymi fajerwerkami, za to od pierwszych godzin konsekwentnie buduje emocjonalne napięcie i zostawia po sobie niepokój, który wraca jeszcze długo po napisach końcowych. Spośród wszystkich tytułów ogranych w 2025 roku właśnie ten zapadł mi w pamięć najmocniej.
Motyw nieuchronności wybrzmiewa niemal od razu. Każda kolejna wyprawa staje się próbą odsunięcia końca, a każda porażka dopisuje się do powtarzalnego, tragicznego cyklu. Fabuła opiera się na prostym założeniu, ale z czasem nabiera dodatkowych znaczeń i emocjonalnego ciężaru. Presja nie znika even w chwilach pozornego spokoju — raczej narasta w ciszy, w niedopowiedzeniach i spojrzeniach bohaterów.
Najmocniejszym elementem narracji pozostaje drużyna. Rozmowy przy ognisku, drobne gesty i niewypowiedziane myśli tworzą obraz ludzi świadomych własnej kruchości. Historia nie potrzebuje przez to wielkich deklaracji ani efektownych zwrotów akcji. Wystarcza zwykła obecność drugiego człowieka oraz świadomość, iż czasu może zabraknąć szybciej, niż ktokolwiek by chciał.
Ten klimat znajduje bezpośrednie odbicie w rozgrywce. Turowy system walki, wzbogacony o elementy zręcznościowe, wymaga skupienia i wyczucia rytmu. Pomyłki mają swoje konsekwencje, a wygrane przynoszą satysfakcję wynikającą z uważnej gry, nie z bezrefleksyjnego automatyzmu. Mechaniki współgrają z narracją, wzmacniając napięcie, zamiast je rozpraszać.
Spójność widać także w oprawie artystycznej. Świat Clair Obscur: Expedition 33 balansuje między baśniowością a rozpadem, pokazując miejsca piękne, ale naznaczone końcem. Lokacje sprawiają wrażenie przestrzeni z własną przeszłością, istniejącą jeszcze przed pojawieniem się gracza. Całość dopełnia muzyka — oszczędna i dyskretna, prowadząca emocje bez nachalnych podpowiedzi.
W 2025 roku, pełnym gier projektowanych pod masowość i szybkie wrażenia, „Ekspedycja” obrała inną drogę. Skupiła się na nastroju, refleksji i konsekwencjach. Właśnie dlatego uważam ją za najlepszą grę tego roku.
Clair Obscur: Expedition 33 – recenzja (PC). Arcydzieło, które chwyta za serce
Największe rozczarowanie roku

Paweł – Bluey: The Videogame
Marek – Clair Obscur: Expedition 33
Marcin – Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed
Kamil – The Outer Worlds 2
Dawid – Vampire: The Masquerade – Bloodlines 2
Konrad – Painkiller
Łukasz – Elden Ring: Nightreign
Kacper – Croc: Legend of the Gobbos (remaster)
Aleksander – Painkiller
Artur: DOOM: The Dark Ages
Mój wybór może wydawać się kontrowersyjny, ale uspokajam – to nie oznacza, iż ostatni DOOM jest najgorszą grą roku. Po prostu nic mnie w 2025 roku bardziej nie rozczarowało. Liczyłem, iż cały setting fantasy, latanie na smoku i rozmach sprawią, iż ustawię tę odsłonę ponad Eternalem, ale tak się nie stało. Z ostatnich trzech gier to właśnie The Dark Ages uważam za najsłabsze. Te rozległe tereny były nudne, całość mocno rozwleczona, a w połowie miałem całkowicie odpuścić, ale sentyment do marki zrobił swoje.
Nawet o ile wyjdą dodatki, to na pewno je odpuszczę, bo nie widzę sensu wracać do tego świata. Motyw z tarczą po kilku minutach bardziej irytował, niż cieszył, a euforia z zabawy rozpłynęła się w powietrzu. Nie wiem, czy to zmęczenie materiału, czy zbyt wiele zmian sprawiło, iż z pewnym żalem wspominam tę grę. Dobrą, ale nic ponad to. Może czas na reset, może czas na dłuższą przerwę. Sam nie mam pewności.
DOOM: The Dark Ages – recenzja (PS5). Powrót z tarczą
Największe zaskoczenie roku 2025

Artur – Dispatch
Marek – Battlefield 6
Jakub – Mafia: The Old Country
Marcin – Mafia: The Old Country
Kamil – Clair Obscur: Expedition 33
Dawid – Cronos: The New Dawn
Konrad – Avatar: Frontiers of Pandora – Z popiołów
Łukasz – Hell is Us
Kacper – SHINOBI: Art of Vengeance
Aleksander – Assassin’s Creed Shadows
Paweł: ARC Raiders
Extraction shootery nigdy nie były gatunkiem, z którym jakoś specjalnie się lubiłem. Zawsze miałem wrażenie, iż produkcje tego typu są skierowane do wąskiego grona odbiorców, któremu nie przeszkadza utrata ciężko zarobionego sprzętu. choćby Hunt: Showdown, który na papierze wygląda, jakby był stworzony dla mnie, gwałtownie mnie do siebie zniechęcił. ARC Raiders natomiast przyciągnęło mnie przede wszystkim klimatem oraz sterowanymi przez sztuczną inteligencję mechanicznymi przeciwnikami.
Odpalając ten tytuł po raz pierwszy, przez cały czas byłem sceptycznie nastawiony, ale moja niepewność gwałtownie przerodziła się w zachwyt. Grafika, udźwiękowienie, rozgrywka, a przede wszystkim sposób, w jaki można wchodzić w interakcje z innymi graczami, gwałtownie wywindowały tę pozycję na jedną z moich ulubionych gier wszech czasów i miano największego zaskoczenia 2025 roku.
ARC Raiders – recenzja (XSX). Nowa nadzieja dla extraction shooterów!
Fabuła obowiązkowa do poznania

Artur – Clair Obscur: Expedition 33
Paweł – Clair Obscur: Expedition 33
Jakub – Clair Obscur: Expedition 33
Marcin – Clair Obscur: Expedition 33
Kamil – Dispatch
Dawid – Clair Obscur: Expedition 33
Konrad – 1998: The Toll Keeper Story
Łukasz – Clair Obscur: Expedition 33
Kacper – Kingdom Come: Deliverance II
Aleksander – Clair Obscur: Expedition 33
Marek: Kingdom Come: Deliverance II
Nie da się ukryć, iż w 2025 roku Kingdom Come: Deliverance II jest największym przegranym, jeżeli chodzi o tegoroczne The Game Awards. Dlatego cieszę się, iż to właśnie mnie przypadł honor napisania o tym, dlaczego warto poznać fabułę tego tytułu. To przede wszystkim historia ukazująca realia średniowiecznego życia zwykłego człowieka — nie herosa ścigającego smoki i przemierzającego lochy w poszukiwaniu magicznych artefaktów. Jest na swój sposób swojsko, po naszemu — słowiańsku.
W grze ponownie wcielamy się w Henryka ze Skalicy. W przeciwieństwie do poprzedniej odsłony, po przejściu gry nie pozostaje poczucie niedosytu, bo główny wątek jest kompletny i zamyka wszystkie istotne linie fabularne. Choć twórcy zostawili też kilka furtek do rozwinięcia w formie przyszłych DLC.
Dialogi zostały napisane tak, by albo rozszerzać aktualne wątki misji, albo je domykać — i to nie w formie klasycznego „koła dialogów”, ale w oparciu o nasze faktyczne decyzje i emocje podczas rozmowy. Tempo gry czasem na tym cierpi, bo niektóre sekwencje się przez to wydłużają, ale suma summarum daje to perspektywę na kolejne przejścia bez obawy, iż pójdziemy dokładnie tymi samymi ścieżkami. No chyba iż rzeczywiście nasze wybory będą jota w jotę takie same.
A to dopiero wątek główny. Zadania poboczne zostały napisane w sposób, który nadaje im charakter samodzielnych opowieści, a nie typowych FedEx questów w stylu „przynieś 10 marchewek i zabij 5 wilków”. Niejednokrotnie łapałem się na tym, iż to właśnie poboczne zadania przyciągały moją uwagę najmocniej, bo napisano je na poziomie głównej fabuły — do tego stopnia, iż zdarzało mi się je z nią mylić.
Fabuła to jednak tylko jeden z elementów świetnej gry RPG w otwartym świecie, w którym nie uświadczymy magii ani fantastycznych stworzeń. Dlatego z pełnym przekonaniem polecam Kingdom Come: Deliverance II, choćby jeżeli nie graliście w jedynkę. Twórcy wyszli naprzeciw oczekiwaniom i przygotowali immersyjny system przypomnienia wydarzeń z poprzedniej odsłony tej już kultowej serii.
Najlepsza oprawa roku 2025

Artur – Death Stranding 2
Paweł – ARC Raiders
Marek – Kingdom Come: Deliverance II
Marcin – Ninja Gaiden 4
Kamil – ARC Raiders
Dawid – Dispatch
Konrad – 1998: The Toll Keeper Story
Łukasz – Clair Obscur: Expedition 33
Kacper – Clair Obscur: Expedition 33
Aleksander – Clair Obscur: Expedition 33
Jakub: Death Stranding 2
Długo się zastanawiałem, czy nie dać tutaj Clair Obscur: Expedition 33, bo oprawa też potrafiła tam zachwycić, a może głównie jej styl. Jednak postanowiłem oddać pałeczkę pierwszeństwa dziełu Hideo Kojimy. Głównie ze względu na ogromny, pełen detali świat, który zachwyca. Lasy, łąki czy tereny górskie – wszystko tutaj prezentuje się tak przepięknie, iż ocieramy się o fotorealizm.
Dodajmy do tego zmieniające się warunki pogodowe i powstaje jedna z najbardziej imponujących technicznie produkcji. Modele postaci stoją na najwyższym poziomie, podobnie jak sama animacja. Cutscenki, jak to przystało na tego twórcę, są wyreżyserowane perfekcyjnie.
Death Stranding 2: On the Beach – recenzja (PS5). Poczuj emocje, poznaj przyszłość
Najlepsza muzyka

Artur – Clair Obscur: Expedition 33
Paweł – Clair Obscur: Expedition 33
Marek – Clair Obscur: Expedition 33
Jakub – Split Fiction
Marcin – Clair Obscur: Expedition 33
Kamil – Clair Obscur: Expedition 33
Dawid – Clair Obscur: Expedition 33
Konrad – 1998: The Toll Keeper Story
Darosław – Clair Obscur: Expedition 33
Kacper – Clair Obscur: Expedition 33
Aleksander – Clair Obscur: Expedition 33
Łukasz: Clair Obscur: Expedition 33
Cóż to był za rok w giereczkowie, moi mili – pełen zaskoczeń i emocji. Jednak w kwestii muzycznej jeden tytuł wybił się ponad inne, choć na brak konkurencji wcale nie mógł narzekać. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, iż kompozycje z tej jednej produkcji przebiły branżową bańkę i trafiły do uszu (i na playlisty) osób, które z grami nie mają nic wspólnego!
Lorien Testard, skromny samouk (do pewnego stopnia), tworzył do przysłowiowej szuflady, marząc, aby kiedyś jego utwory posłużyły za ścieżkę dźwiękową jakiejś gry. I pewnie na tym by się skończyło, gdyby któregoś dnia nie skontaktował się z nim niejaki Guillaume Broche, który dłubał właśnie przy własnej grze pod roboczym tytułem „We Lost”. Dzisiaj obaj panowie odbierają kolejne nagrody i statuetki, w tym za najlepszą ścieżkę dźwiękową i najlepszą grę roku. Mowa oczywiście o Clair Obscur: Expedition 33 i fenomenie muzycznym, który można określić wręcz szaleństwem.
Rozpiętość gatunków i zabawa motywami, które Testard uskutecznia na tym ponad ośmiogodzinnym albumie, potrafi wprawić w osłupienie. Od skocznego i rozładowującego napięcie funky jazzu w „Monoco”, po monumentalną, trzyczęściową i łącznie ponad 30-minutową kompozycję „Nos vies en Lumière” – jego twórczość błyskawicznie wkrada się na playlisty choćby tych, którzy w grę nie grali. Testard chętnie opowiadał o kompozytorach, których twórczość ceni, aż nagle sam jest stawiany z nimi w jednym szeregu. Czy można sobie wymarzyć bardziej spektakularne spełnienie prostego marzenia, bliskiego niejednemu graczowi?
Najprzyjemniejsze chwile online

Artur – ARC Raiders
Paweł – ARC Raiders
Marek – Battlefield 6
Jakub – Split Fiction
Marcin – Battlefield 6
Dawid – Remnant II
Konrad – Vampire: The Masquerade – Blood Hunt
Łukasz – Remnant II
Kacper – Mario Kart World
Aleksander – Battlefield 6
Kamil: Battlefield 6
Ten rok był mocny, jeżeli chodzi o rozgrywki sieciowe. Mimo tego od lat żadna gra nie wzbudziła we mnie takiej ekscytacji przed premierą, jak najnowsza odsłona Battlefielda. Już pierwsza, zamknięta beta dostarczyła mi wrażeń, jakich potrzebowałem. Okres oczekiwania między testami a premierą spędziłem, niecierpliwie spoglądając na zegarek i przeklinając, iż czas leci w tempie zaledwie sześćdziesięciu sekund na minutę. A sama premiera udowodniła, iż warto było czekać. Wszystko działało, co w przypadku debiutu gry sieciowej rzadko ma miejsce, ale przede wszystkim sam tytuł pokazał, iż współcześnie można stworzyć grę, która będzie sprawiała frajdę nie tylko „spoceńcom” i zawodowcom, ale też zwykłym casualom jak ja. Dość powiedzieć, iż w przypadku tej gry nigdy nie brakowało znajomych do zabawy – o wiele częstszym problemem okazywała się zbyt duża liczba chętnych i kombinowanie, jak to zrobić, żebyśmy mogli bawić się wszyscy razem.
Oczywiście nigdy nic nie jest bezbłędne. Tutaj także można znaleźć błędy, bolączki i jakieś problemy, ale mimo nich dawka zabawy jest tak ogromna, iż czułem się autentycznie uzależniony. Dość powiedzieć, iż gdy postanowiłem jednak sprzedać konsolę, zrobiłbym to o wiele szybciej, gdyby nie Battlefield 6. I po zakupie nowej platformy był to pierwszy tytuł, który na nią zamówiłem. BF powrócił w glorii i chwale, a dzięki niemu spędziłem setki godzin ze znajomymi i przyjaciółmi, bawiąc się wyśmienicie.
Battlefield 6 – recenzja (PC). Powrót do przeszłości, ale z wybojami
Odkrycie roku

Artur – Silent Hill f
Paweł – ARC Raiders
Marek – BALL x PIT
Jakub – JDM: Japanese Drift Master
Marcin – Cronos: The New Dawn
Kamil – Cronos: The New Dawn
Dawid – Cronos: The New Dawn
Łukasz – The First Berserker: Khazan
Kacper – The Drifter
Aleksander – Witchfire
Konrad: Vampire: The Masquerade – Blood Hunt
No, nie spodziewałem się, iż na koniec roku na dysk mojego PlayStation 5 wjedzie taki banger. Zwłaszcza iż po Vampire: The Masquerade – Blood Hunt sięgnąłem głównie po to, by sprawdzić je, zanim serwery zostaną na stałe wyłączone wraz z końcówką kwietnia. Produkcja sama w sobie to dziwna, bo mamy tu do czynienia z battle royale’em w świecie kojarzonym raczej z grami RPG, toteż przewidywałem, iż zmęczę kilka meczów i wpiszę sobie grę Sharkmob w kategorię “odhaczone”. Tymczasem nie mogę się od gry oderwać, co rusz powracając na ulice Pragi, zniszczonej w wyniku zamachu podczas Drugiej Konwencji Praskiej, by żywić się prażanami i mordować wampiry z opozycyjnej sekty.
Wnoszę, iż Blood Hunt został skazany na śmierć po zaledwie czterech latach głównie za sprawą potężnej konkurencji w postaci choćby Fortnite’a i bycia już mocno spóźnionym na battle royale’owy pociąg. Jest to bowiem tytuł zaskakująco przyjemny, ze świetnym klimatem i kilkoma różnorodnymi klasami postaci do wyboru (i personalizacji). Mało tego, jest tu choćby – raczej słaby, ale jednak – wątek fabularny z misjami i zadaniami pobocznymi do wykonania w trakcie meczów, co przyjemnie urozmaica rozgrywkę i pozwala lepiej poznać mapę. Warto sprawdzić, zanim twórcy wyciągną wtyczkę, zwłaszcza iż Vampire: The Masquerade – Blood Hunt to gra darmowa. Teraz już dosłownie – mikrotransakcje wyłączono i rozdano każdemu graczowi przepustkę sezonową.
Co nadrobiliśmy w 2025

Artur – Breath of Fire IV
Paweł – Monster Boy and the Cursed Kingdom
Jakub – Final Fantasy VIII
Marcin – Forgive Me Father 2
Kamil – Halo: The Master Chief Collection
Dawid – The Legend of Zelda: Breath of the Wild
Konrad – 50 gier, 68 dodatków
Łukasz – Yakuza 0-4
Kacper – Dark Souls III
Aleksander – Alan Wake
Darosław: Forspoken
Zagranie w Forspoken prawie trzy lata po premierze to interesująca soczewka na obecną generację. Gra wychodziła w momencie, gdy wiele osób jeszcze bezrefleksyjnie łapała marketingowe hasła o nowym standardzie gamingu. I najgorsze jest to, iż w dzisiejszym rozrachunku gra ta spełnia wiele obietnic, o których zapomnieliśmy. Jako wizytówka gra może pochwalić się ślicznymi efektami i niezauważalnymi czasami ładowania, które wróciły szybciej, niż miały zniknąć. Forspoken padło ofiarą rozdmuchanego marketingu i oczekiwań, których nigdy nie miało spełnić. Wiele zarzutów wobec gry było trafionych: historia jest bez polotu, świat jest pusty i częściej wygląda jak losowo wygenerowany niż koherentnie zbudowany. Mimo tego główna oś rozgrywki bawi!
Wszystko, co jest związane z umiejętnościami bohaterki, robi wrażenie i żal, iż nie daliśmy okazji tym pomysłom rozkwitnąć w teoretycznym sequelu. Square Enix przygotowało grę średnią, ze wszystkimi wadami i zaletami tego stwierdzenia. Jak wiemy, średniakom jest najciężej w epoce podjudzania skrajnych emocji. Widać w tej produkcji pomysł, ale niestety wszystko inne pozostawia wiele do życzenia. Grając, ciągle miałem wrażenie, iż coś zgrzyta i wszystko pod maską traci impet. Jednocześnie Forspoken nie zasługuje na to, by zostać przykładem porażki, jakim już zawsze zapisze się w świadomości graczy.
Forspoken – recenzja (PS5). Nowa marka z problemami
Jesteśmy szalenie ciekawi, jak miniony rok wyglądał u Was? Będziemy bardzo wdzięczni, o ile podzielicie się swoimi spostrzeżeniami w naszych mediach społecznościowych czy na Discordzie. Życzymy wszystkiego, co najlepsze, wspaniałego sylwestra oraz udanego 2026 roku!
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie

1 dzień temu

















