Biznes w kosmosie eksploduje. Dla Polski to potężna szansa

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Światowy biznes kosmiczny przestaje być domeną kilku agencji rządowych i kilku wielkich koncernów.

Z raportu Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, iż do 2035 r. globalna gospodarka kosmiczna może osiągnąć wartość choćby 1,8 bln dol., przy średnim rocznym wzroście na poziomie 9 proc. To tempo wyraźnie wyższe od prognoz dla światowego PKB.

Oznacza to, iż każdy rok opóźnienia będzie oznaczał coraz trudniejsze wejście na rynek, który gwałtownie się konsoliduje. Satelitarna obserwacja Ziemi, łączność, nawigacja, przetwarzanie danych, serwisowanie statków na orbicie – wszystko to z niszowych, eksperymentalnych segmentów zamienia się w duże, wielomiliardowe biznesy.

Na tle tej galopującej branży Polska wciąż jest graczem z drugiej linii, ale raport ARP pokazuje, iż to już nie jest historia o małym, ambitnym sektorze. To moment, w którym trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy być tylko podwykonawcą, czy też budować własne produkty i systemy.

Polski sektor kosmiczny: mały w skali świata, duży jak na region

Według wyliczeń ARP wartość polskiego sektora kosmicznego – w szerokim ujęciu, obejmującym także firmy IT i usługowe pracujące na danych z kosmosu – przekracza 12 mld zł. Węższa definicja, uwzględniająca wyłącznie technologie stricte kosmiczne, daje ok. 5,3 mld zł.

To wciąż niewielki ułamek globalnego rynku, który Polski Instytut Ekonomiczny szacuje na 464 mld dol., ale w skali Europy Środkowo-Wschodniej nie jest to już margines. ARP identyfikuje ok. 170 aktywnych podmiotów działających w sektorze kosmicznym, a zatrudnienie szacuje na blisko 3 tys. osób.

Roczne przychody branży oscylują wokół 300 mln zł. Tylko w 21 wiodących firmach w 2024 r. pracowało 1268 osób. To ponad 30 proc. więcej niż dwa lata wcześniej. To pokazuje, iż sektor od dawna nie jest już ciekawostką akademicką, ale prężnie rozwijającą się gałęzią gospodarki, z własnym rynkiem pracy i rosnącym zapotrzebowaniem na specjalistów.

Kontrakty z ESA: od mechanizmów po własne satelity

Wejście Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej otworzyło firmom drogę do dużych, wymagających projektów. Jak czytamy na łamach Nauka w Polsce, od 2015 r. polskie spółki i instytuty badawcze zdobyły aż 595 kontraktów ESA o łącznej wartości 270 mln euro. To nie są jednorazowe granty, ale konkretne zamówienia na hardware, oprogramowanie i usługi.

Około 40 proc. tych zleceń dotyczy obserwacji Ziemi, a konkretniej przetwarzania obrazów satelitarnych, tworzenia systemów analizy danych czy budowy elementów infrastruktury naziemnej. jeżeli spojrzeć tylko na 10 największych programów ESA, udział projektów związanych z obserwacją Ziemi rośnie do 55 proc. To dobrze pokazuje, gdzie polskie firmy są dziś najsilniejsze: na styku kosmosu i zaawansowanego IT.

W raporcie ARP jako przykład podawany jest m.in. kontrakt Sener Polska na mechanizmy dla misji Vigil ESA, realizowany z firmą Leonardo. Creotech Instruments uczestniczy zarówno w misji księżycowej ESA, jak i w projekcie misji demonstracyjnej tankowania satelity na orbicie. Ta sama spółka odpowiada też za system MikroGlob – satelitarny system obserwacji Ziemi zamówiony przez Ministerstwo Obrony Narodowej, o wartości ponad 556 mln zł.

Z kolei CloudFerro pełni funkcję głównego dostawcy technologii i operatora Copernicus Data Space Ecosystem – największego repozytorium danych satelitarnych programu Copernicus. Polskie zespoły są zaangażowane łącznie w ponad 80 misji ESA, od naukowych po operacyjne. To nie są już pojedyncze eksperymenty, ale długotrwała obecność w europejskim ekosystemie kosmicznym.

Kto robi kosmos w Polsce? Głównie mali, często usługowi

Struktura sektora pokazuje jednak, iż wciąż jesteśmy w fazie budowania fundamentów. Według raportu dominują małe przedsiębiorstwa – ARP wskazuje 39 takich firm. Kolejną grupę stanowią mikrospółki, często startupy na wczesnym etapie, których jest 11. Dużych przedsiębiorstw udało się zidentyfikować 9, a średnich zaledwie 4.

Znaczna część branży, choćby 35-40 proc., ma charakter usługowy. To firmy, które stoją jedną nogą w kosmosie, a drugą w klasycznym sektorze IT: projektują systemy informatyczne, analizują zdjęcia satelitarne, tworzą platformy danych. To ich przewaga konkurencyjna, ale też ograniczenie. Bez własnych produktów hardware, własnych satelitów czy instrumentów badawczych trudno przeskoczyć do roli podmiotu, który sam definiuje rozwiązania i standardy.

Struktura kapitałowa wygląda na razie korzystnie. Aż 87 proc. firm ma kapitał polski, 11,3 proc. zagraniczny, a 1,6 proc. mieszany. Problem jednak w tym, iż rodzime przedsiębiorstwa często dochodzą do ściany, kiedy pojawia się kilka dużych kontraktów naraz. Przy ograniczonych zasobach i płynącym powoli finansowaniu publicznym trudno rosnąć w tempie, którego wymaga globalny rynek.

Składka do ESA, koszty, marże. Tam, gdzie sektor się potyka

Autorzy raportu piszą wprost, iż jednym z głównych źródeł niepewności jest poziom polskiej składki do ESA. W 2023 r. całkowite wpłaty wyniosły 69 mln euro, a podczas rady ministerialnej Polska zadeklarowała na lata 2023-2025 łącznie 360 mln euro, z czego 200 mln ma trafić na programy opcjonalne. Tymczasem w 2025 r. składka obowiązkowa wyniosła około 28 mln euro.

Dla firm ważne nie są jedynie same kwoty, ale przede wszystkim przewidywalność strumienia pieniędzy. Od nich zależy liczba konkursów, tempo ogłaszania przetargów, harmonogram prac. jeżeli składka stoi pod znakiem zapytania, sektor po prostu hamuje z inwestycjami.

Do tego dochodzi wzrost kosztów prowadzenia działalności – od wynagrodzeń inżynierów, przez energię, po usługi podwykonawcze. W typowych projektach ESA marża zakładana jest na poziomie ok. 8 proc., ale na wczesnych etapach, przy wysokim ryzyku technologicznym, bywa jeszcze niższa. To zostawia niewielką poduszkę bezpieczeństwa na błędy i opóźnienia.

W okresach przyspieszenia, kiedy spływa więcej kontraktów, branża potrzebuje choćby 250-270 nowych specjalistów rocznie. Bez stabilnego finansowania i jasnego sygnału ze strony państwa trudno przekonać młodych ludzi, by wiązali karierę z sektorem, który raz przyspiesza, a raz gwałtownie zwalnia.

Pieniądze prywatne i publiczne. Mądrego kapitału wciąż za mało

Drugim filarem, który w Polsce dopiero się tworzy, jest finansowanie komercyjne. Firmy z sektora kosmicznego mają problemy z pozyskaniem kapitału od funduszy inwestycyjnych i banków. Główne bariery to długi horyzont zwrotu z inwestycji, wysokie ryzyko techniczne i regulacyjne oraz brak znajomości specyfiki rynku space-tech po stronie inwestorów.

W krajach, które budowały swoje ekosystemy kosmiczne wcześniej, powstały wyspecjalizowane fundusze, programy akceleracyjne i mechanizmy gwarancyjne skonstruowane dokładnie pod tego typu projekty. W Polsce ten etap dopiero się zaczyna. ARP zwraca uwagę, iż brakuje dedykowanego, krajowego źródła finansowania projektów kosmicznych, które wypełniałoby lukę między grantami a dojrzałym finansowaniem rynkowym.

To szczególnie ważne na etapie przejścia od prototypu do produktu. Eksperymentalna aparatura czy demonstrator technologii mogą powstać dzięki środkom z ESA, NCBR czy programów unijnych, ale wdrożenie do seryjnej produkcji, wyjście na rynki zagraniczne i skalowanie sprzedaży wymagają innego rodzaju pieniędzy i innej tolerancji na ryzyko.

Kosmos między obroną, cyfryzacją i gospodarką

Raport ARP przypomina, iż sektor kosmiczny jest bezpośrednio powiązany z polityką obronną, planami cyfryzacji państwa, rozwojem przemysłu obronnego, a także z ambicjami Polski w UE. Bez uwzględnienia kosmosu w kluczowych dokumentach strategicznych trudno będzie uzasadnić zwiększanie składki ESA czy tworzenie specjalnych instrumentów finansowych.

Dziś Polska pełni przede wszystkim rolę dostawcy komponentów i technologii w globalnym łańcuchu wartości. To naturalne dla kraju na etapie budowania pozycji, ale jednocześnie rodzi pytanie, czy w kolejnej dekadzie chcemy pozostać w tym miejscu.

Jeśli kosmos będzie traktowany wyłącznie jako interesująca nisza dla inżynierów, pozostaniemy głównie podwykonawcą zagranicznych projektów. jeżeli natomiast zostanie wpisany na stałe w strategie obronne, cyfrowe i przemysłowe, może stać się jednym z filarów nowoczesnej gospodarki – porównywalnym z sektorem lotniczym czy zaawansowanym IT.

Co dalej z polskim kosmosem?

Dane z raportu ARP można czytać na dwa sposoby. Z jednej strony widać rosnącą liczbę firm, setki kontraktów z ESA, duże projekty z MON, udział polskich spółek w budowie europejskiej infrastruktury danych satelitarnych. Z drugiej strony wciąż mówimy o sektorze, który pod względem skali i finansowania jest kruchy, a jego przyszłość silnie zależy od kilku politycznych decyzji.

Globalny biznes kosmiczny przyspiesza i wchodzi w fazę, w której główni gracze będą się umacniać, a marża dla późnych naśladowców będzie coraz mniejsza. Dla polskich firm to faktycznie moment prawdy. Albo wykorzystają przewagi, które już dziś mają – kompetencje inżynierskie, doświadczenie w projektach ESA, silną pozycję w analizie danych – albo za kilka lat obudzą się w świecie, w którym kosmos jest wielkim biznesem, ale większość wartości powstaje daleko od nas.

Stawką nie są wyłącznie spektakularne misje i zdjęcia rakiet, ale setki miejsc pracy, nowe łańcuchy dostaw, bezpieczeństwo państwa i możliwość współdecydowania o tym, jak będą wyglądały usługi oparte na infrastrukturze kosmicznej w Europie.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału