Coś rzadkiego wydarzy się dziś na niebie. Saturn i Neptun bliżej niż kiedykowiek

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Dwa lodowe olbrzymy spotykają się pozornie na tle tego samego wycinka nieba. Koniunkcja Saturna i Neptuna to wydarzenie, którego gwałtownie się nie powtórzy.

Raz na kilka dekad dwie odległe, zimne olbrzymie planety ustawiają się na niebie tak blisko, iż z Ziemi wyglądają niemal jak sąsiedzi. W piątek 20 lutego Saturn i Neptun utworzą rzadką koniunkcję w punkcie Barana – konfigurację, której poprzednie pokolenie doczekało się w 1989 r. Dla miłośników nieba to wieczór, w którym warto choć na chwilę zgasić światła, sięgnąć po lornetkę i spróbować zobaczyć spotkanie dwóch światów odległych o miliardy kilometrów.

Koniunkcja, czyli kiedy planety udają spotkanie

Astronomowie słowem koniunkcja nazywają moment, w którym z perspektywy obserwatora dwa ciała niebieskie (np. planety) znajdują się bardzo blisko siebie na niebie. Nie chodzi o rzeczywiste zbliżenie w przestrzeni, ale o ustawienie w jednej linii z Ziemią. Na mapie nieba ich pozycje niemal się pokrywają, choć fizycznie wciąż dzielą je ogromne odległości.

W przypadku dzisiejszego zjawiska mamy do czynienia z duetem bardzo nierównym. Saturn, gazowy olbrzym z charakterystycznymi pierścieniami, krąży w odległości ponad 1 mld km od Słońca i świeci na tyle jasno, iż w ciemnym miejscu można go dostrzec bez żadnych przyrządów optycznych. Neptun leży jeszcze dalej, poza orbitą Urana, ponad 4 mld km od Słońca. Jest mały, ciemny i z perspektywy ziemskiego obserwatora bardzo niepozorny – widać go dopiero w lornetce lub teleskopie jako niewielki, niebieskawy punkcik.

To właśnie ta różnica sprawia, iż koniunkcje Saturna z Neptunem są jednocześnie rzadkie, jak i wymagające. Z jednej strony mamy planetę, którą łatwo namierzyć, z drugiej natomiast obiekt na granicy możliwości prostego sprzętu. Dodatkowym utrudnieniem jest to, iż orbity obu planet są długie, a ich taniec wokół Słońca trwa wiele lat. Zanim linia Ziemia-Saturn-Neptun znów ustawi się w odpowiedni sposób, mija przeciętnie około 36 lat.

Spotkanie w punkcie Barana. Dlaczego akurat teraz?

Planety na niebie poruszają się wzdłuż wąskiego pasa, który nazywamy ekliptyką. To ten sam tor, którym wędrują Słońce i Księżyc. Ekliptyka przecina tło gwiezdnych konstelacji – wśród nich znajdują się znaki zodiaku, które znamy z horoskopów, ale w astronomii pełnią po prostu funkcję drogowskazów na mapie nieba.

Obecna koniunkcja Saturna i Neptuna ma miejsce w okolicach tzw. punktu Barana. To szczególne miejsce na ekliptyce, związane z początkiem astronomicznej wiosny na półkuli północnej. Z punktu widzenia nauki nie ma w tym nic magicznego, ale jest to wygodny punkt odniesienia, który pozwala astronomom precyzyjnie opisywać położenie planet.

Poprzednie spotkanie tych dwóch planet miało miejsce dokładnie w 1989 r., natomiast w pobliżu punktu Barana ostatnio znalazły się razem w 1702 r. Dla współczesnych obserwatorów to więc zjawisko niemal jednorazowe. Ci, którzy dziś stoją z lornetką pod bezchmurnym niebem, przy kolejnej takiej koniunkcji będą w najlepszym razie wspominać ją wnukom.

Jak, kiedy i gdzie patrzeć, żeby naprawdę coś zobaczyć?

Z astronomicznego punktu widzenia zjawisko nie ogranicza się jedynie do jednej nocy. Najlepsze warunki do obserwacji przypadają w okolicach samego dnia koniunkcji, czyli w piątek 20 lutego, ale planetarny duet będzie wyglądał bardzo podobnie także dzień wcześniej i dzień później.

Istotne są tutaj dwie rzeczy, a mianowicie pora i miejsce. Saturna szukamy na ciemnym, możliwie mało zaświetlonym niebie, najlepiej późnym wieczorem lub nad ranem, gdy Słońce znajduje się głęboko pod horyzontem. W miejskim smogu świetlnym będą widoczne tylko najjaśniejsze gwiazdy, więc im dalej od lamp ulicznych, tym lepiej.

Najpierw warto zlokalizować samego Saturna. Jest on stosunkowo jasny, żółtawy punkt na tle gwiazd, który nie migocze tak jak one. Potem do gry wchodzi sprzęt. W lornetce Saturn będzie przypominał małą, owalną gwiazdkę, ale przy dobrej stabilizacji można się już domyślać pierścieni. Neptun pojawi się w jego pobliżu jako maleńka, lekko niebieska kropka. W małym teleskopie różnica w barwie staje się bardziej wyraźna, choć wciąż daleko jej do zdjęć z sond kosmicznych.

Warto też przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość. Delikatne przesunięcie statywu, lekkie poruszenie lornetką czy chwilowe zamglenie mogą sprawić, iż Neptun dosłownie zniknie z pola widzenia. Dobrym trikiem jest patrzenie nieco obok obiektu, a nie w jego środek – nasza siatkówka lepiej rejestruje słabe światło na obrzeżach pola widzenia.

Co tak naprawdę się dzieje w kosmosie, gdy my patrzymy w górę?

Z ziemskiej perspektywy całe wydarzenie wygląda jak spektakularne spotkanie, ale fizycznie planety pozostają w swoich odległych zakątkach Układu Słonecznego. Saturn i Neptun krążą po orbitach o różnych promieniach i okresach obiegu. Saturn potrzebuje około 29 lat, by okrążyć Słońce, Neptun – prawie 165 lat.

Koniunkcja jest więc raczej efektem perspektywy niż prawdziwego zbliżenia. Można to porównać do sytuacji, w której na parkingu widzimy dwa samochody ustawione niemal w jednej linii. Z daleka wyglądają, jakby stały obok siebie, choć w rzeczywistości jeden może być dużo dalej.

To, co dla obserwatora jest krótkim spektaklem, dla planet jest tylko jednym z wielu geometrycznych ustawień w trakcie ich nieustannego ruchu. Saturn i Neptun choćby nie zauważają, iż właśnie fundują nam rzadkie zjawisko – ich orbity po prostu na chwilę układają się tak, iż z naszej linii widzenia rysują wspólny punkt.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału