Demony, krew i człowiek z kataną – Shadow Warrior

1 godzina temu

Shadow Warrior jest grą z 1997 roku, która łudząco przypominała gry pierwszoosobowe z tamtego okresu – Doom czy Duke Nukem 3D. Kilkanaście lat później, bo w 2013 roku, polskie studio Flying Wild Hog stworzyło swoją wersję tego kultowego klasyka, które okazało się bardzo ciepło przyjętym produktem. Czym jest ten polski Wojownik Cienia i dlaczego zasłużył na takie uznanie?

Zaskakująco interesująca fabuła

Historia opowiada o wygadanym i bezczelnym najemniku o imieniu Lo Wang. Wyrusza on w imieniu biznesmena – Zilli – do posiadłości starego Mizayakiego, aby odkupić od niego potężny miecz. Sprawy bardzo gwałtownie przybierają krwawy obrót, a nasz bohater postanawia odebrać broń siłą. Sytuacja jednak wymyka się spod kontroli, ponieważ Mizayaki dzięki demona Hoji obezwładnia Wanga, a na domiar złego z rozpoczyna się apokalipsa demonów.

Gry Lo Wang się uwalnia, dociera do starca, który okazuje się być martwy. Wspomniany demon Hoji przyłącza się więc do bohatera i postanawia pomóc mu w przetrwaniu oraz odkryciu, dlaczego doszło do ucieczki demonów z ich wymiaru.

Początek gry jest bardzo dynamiczny, ale tempo nieco zwalnia, gdy tylko przez niego przejdziemy. Nie oznacza to jednak, iż intro to jedyny fragment z akcją – tytuł jest nią wypełniony po brzegi, przez co nie da się narzekać na nudę.

Shadow Warrior – zrzut ekranu ze strony https://flyingwildhog.com/shadow-warrior/

Co do jakości opowieści, to jest ona do granic sztampowa, ale niektóre momenty wybijają się ponad resztę w tym, jak kreatywne się okazują. Cały klimat historii nawiązuje do filmów akcji lat 80. oraz 90. i jest to zrobione świetnie. Na pochwałę zasługuję też dobrze wyreżyserowane przerywniki filmowe w perspektywie pierwszej osoby.

Najlepszym jednak elementem jest relacja Lo Wanga z Hojim. Dwójka ta zabawnie komentuje każde napotkane zjawisko czy postaci niezależnie, przegadują się, kłócą i wyzywają na naprawdę kreatywne sposoby. Jednocześnie w toku gry widać, iż ich relacja się zacieśnia i przyjaźń między nimi rośnie. Nie da się ich nie lubić.

Rozczłonkowywanie, krew, katany i spluwy

Jak wygląda rozgrywka Shadow Warriora? To zdecydowanie na tym elemencie skupili się twórcy najbardziej. Gra posiada bardzo przyjemny system walki mieczem i wręcz. Dostępne są lekkie i mocne ciosy, kopniaki, rzuty shurikenami. Każda z tych czynności ma odczuwalny ciężar i moc, a reakcje wrogów na nasze ciosy (czyt. to, jak są krojeni na plasterki) jest szalenie satysfakcjonujące. Gra jest bardzo brutalna, co tylko wzmaga wrażenia w posługiwaniu się mieczem.

Poza podstawowymi atakami, Lo Wang potrafi korzystać z ataków magicznych. Wygląda to tak, iż po prostej sekwencji przycisków możemy wykonać, dla przykładu, ładowany mocny atak, wiatrak okaleczający wszystkich wrogów dookoła lub, chociażby, cięcie w powietrzu, wysyłające wiązkę magii. Ruchów jest wiele i odblokowujemy je w trakcie rozgrywki za punkty umiejętności, które dostajemy za to, jak dobrze idą nam walki z wrogami.

Shadow Warrior – zrzut ekranu ze strony https://flyingwildhog.com/shadow-warrior/

Poza bronią białą, Wang znajduje w toku opowieści przeróżne pistolety i karabiny, które możemy ulepszać za znajdywane w świecie gry pieniądze. Każda z broni ma kopa oraz jest dobrze udźwiękowiona, a korzystanie z nich w połączeniu z magicznymi sztuczkami to niewyobrażalna frajda.

Potyczki to interesujący temat, bo gra premiuje nas za jak najkreatywniejsze pozbywanie się przeciwników. Areny pełne są ikonicznych wybuchowych czerwonych beczek i innych pułapek, a do tego do dyspozycji mamy nasz miecz, magiczne moce oraz giwery. Świadomość tego, jakimi mocami dysponujemy jest najważniejsze w tym, jak wiele punktów za zabójstwa dostaniemy.

Grafika

Jak na 2023 rok, gra wygląda bardzo dobrze. Widać jednak w niektórych modelach lub teksturach niedociągnięcia – szczególnie postaci wyglądają na dosyć rozmazane, a krew i gore wydają się sztuczne i jakby nieco kreskówkowe – szczególnie w porównaniu z Serious Sam 3: BFE, który wyszedł dwa lata wcześniej. Jednak patrząc na wszystko z daleka, wygląda to nieźle.

Shadow Warrior – zrzut ekranu ze strony https://flyingwildhog.com/shadow-warrior/

Niektórym może też przeszkadzać nakład efektów specjalnych. Po czym poznać grę z okolić 2010 roku? Po tym, jak mocny efekt bloom jest nałożony na obraz. Shadow Warrior bije po oczach jasnymi kolorami. Na szczęście da się to skonfigurować pod siebie w ustawieniach.

Jak gra wypada ogólnie?

Shadow Warrior to bardzo kompetentny FPS z bardzo dobrą walką kataną. Wrogowie pociesznie rozpryskują się po okolicznych ścianach, gdy ich tniemy, arenowe starcia są radośnie przyjemne, a humor zawarty w grze po prostu bawi.

Bardzo fajną ciekawostką są sekrety na każdym z poziomach, które zawierają areny znane z oryginału w niezmienionej formie. Swoisty ukłon w stronę pierwowzoru.

Poza tym gra ma kilka tępych krawędzi, jak na przykład wspomniana grafika i efekty nałożone na obraz, ale nie jest to duży problem.

Shadow Warrior to naprawdę dobra gra na maksymalnie 15 godzin, a w dodatku produkcji polskiej. Studio Flying Wild Hog staje się coraz bardziej rozpoznawalne na rynku, a dobrze to obrazuje fakt, iż współtworzą najnowszą część Tomb Raidera, o podtytule Legacy of Atlantis.

Idź do oryginalnego materiału