Era świata opartego na współpracy i międzynarodowych regułach dobiega końca, a globalną politykę coraz wyraźniej kształtuje rywalizacja mocarstw. Zdaniem ekspertów Europa stoi dziś przed wyborem: zbudować realną siłę polityczną i strategiczną albo stać się strefą wpływów silniejszych graczy.

Fot. Shutterstock
Nastała era brutalnej rywalizacji mocarstw. Europa stoi przed wyborem
Świat oparty na zasadach multilateralizmu dobiega końca, a jego miejsce zajmuje brutalna rywalizacja mocarstw o wpływy, surowce i technologie. Zdaniem prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych Małgorzaty Bonikowskiej Europa znalazła się w punkcie zwrotnym. Albo zbuduje realną siłę polityczną i strategiczną, albo stanie się strefą wpływów jednego z globalnych graczy.
Koniec starego porządku
Jak ocenia Bonikowska w rozmowie z PAP, epoka, w której Stany Zjednoczone pełniły rolę strażnika międzynarodowego porządku opartego na prawie i instytucjach, już się zakończyła. Dzisiejszy świat to arena bezpośredniej rywalizacji mocarstw, w której liczy się siła militarna, kontrola zasobów i przewaga technologiczna.
Ostatnie wydarzenia na arenie międzynarodowej, w tym interwencja wojskowa USA w Wenezueli, mają być sygnałem, iż Waszyngton jasno wyznacza swoje strefy wpływów. Według ekspertki działania Stanów Zjednoczonych nie są wymierzone wyłącznie w konkretne państwa, ale mają szerszy cel strategiczny – ograniczenie wpływów Rosji i Chin oraz pokazanie, iż USA nie zamierzają rezygnować z globalnego prymatu.
Europa poza grą mocarstw?
W tej układance Europa wypada słabo. Bonikowska zwraca uwagę, iż Stany Zjednoczone liczą się dziś z Chinami i Rosją, natomiast Unia Europejska nie jest traktowana jako równorzędny gracz. Powodem ma być brak spójnej strategii, wewnętrzne podziały oraz niedostateczna siła militarna i technologiczna.
Zdaniem ekspertki Europa musi odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: czy chce być jednym z mocarstw, czy pogodzi się z rolą obszaru podporządkowanego interesom innych. W świecie rywalizacji stref wpływów nie ma bowiem miejsca na neutralność.
Dwa możliwe scenariusze
Pierwszy scenariusz zakłada głęboką reorganizację Europy na bazie Unii Europejskiej. W tej wizji UE przekształca się w realną „Europe of Power” – podmiot silny gospodarczo, technologicznie, surowcowo i militarnie. To cztery filary, na których opiera się każde globalne mocarstwo. Europa musiałaby nauczyć się działać szybciej, bardziej zdecydowanie i w sposób skoordynowany.
Drugi scenariusz jest znacznie bardziej pesymistyczny. Europa pozostaje słaba, podzielona i staje się strefą wpływów któregoś z mocarstw. Bonikowska podkreśla, iż dla państw Europy Środkowo-Wschodniej taki układ nie jest nowością, ale dla Europy Zachodniej byłby historycznym szokiem. Przez setki lat nie była ona bowiem podporządkowana cudzym interesom w takim stopniu.
Presja ze strony USA, Chin i Rosji
Ekspertka nie ma wątpliwości, iż globalni gracze będą dążyć do utrzymania Europy w stanie słabości. Rosja jest zainteresowana osłabioną Europą, ponieważ prowadzi z nią konflikt o charakterze strategicznym. Chiny widzą w słabej UE okazję do przejmowania kluczowych aktywów i technologii. Stany Zjednoczone natomiast coraz częściej koncentrują się na własnych priorytetach, pozostawiając Europę na dalszym planie.
W takim układzie, jeżeli UE nie wzmocni swojej pozycji, najbardziej realnym scenariuszem staje się podporządkowanie wpływom zewnętrznym – chińskim lub rosyjskim.
Co Europa może zrobić?
Według Bonikowskiej Europa powinna w pierwszej kolejności konsekwentnie wspierać Ukrainę, ponieważ wojna za wschodnią granicą jest de facto konfliktem o bezpieczeństwo całego kontynentu. Równocześnie konieczna jest zmiana priorytetów finansowych, zwiększenie produkcji uzbrojenia oraz większa integracja w kluczowych obszarach.
Ekspertka podkreśla jednak, iż pełna federalizacja UE jest dziś mało realna ze względu na rosnące nastroje narodowe w wielu krajach. Alternatywą mogłaby być forma konfederacji, w której państwa zachowują suwerenność, ale wspólnie zarządzają sprawami strategicznymi, takimi jak obronność, technologie czy surowce. Celem byłoby wzmocnienie współpracy wewnętrznej i ograniczenie zależności od świata zewnętrznego.
Potrzeba zarządzania strategicznego
Bonikowska zwraca też uwagę na kryzys mechanizmów demokratycznych w Europie. Jej zdaniem demokracja wymaga korekty, by umożliwiać długofalowe, strategiczne decyzje. W obecnym modelu często dominuje krótkoterminowa polityka i presja opinii publicznej, co utrudnia budowanie trwałej siły państw i instytucji.
Ekspertka nawiązuje do starożytnej Grecji, gdzie w czasach zagrożenia powoływano strategów z szerokimi uprawnieniami. Europa – jej zdaniem – również potrzebuje sprawnych mechanizmów decyzyjnych, które pozwolą reagować gwałtownie i skutecznie w sytuacjach kryzysowych.
Stawka: europejska podmiotowość
W ocenie prezes CSM najważniejsze pytanie brzmi nie o wartości i deklaracje, ale o realną siłę. jeżeli Europa nie będzie potrafiła skutecznie zarządzać swoimi państwami, gospodarką i technologiami, zrobi to za nią ktoś inny. Nadchodzące lata zdecydują o tym, czy UE stanie się pełnoprawnym graczem w nowym porządku świata, czy jedynie przedmiotem globalnej rywalizacji.

1 dzień temu

















