Forza horizon 6 – wrażenia z festiwalu Forza Journey w Czechach. interesujące przeżycie, ale czegoś tutaj mimo wszystko brakowało

1 dzień temu

Nie da się ukryć, iż seria Forza Horizon ma się w tej chwili coraz lepiej. Najnowsza odsłona przebiła kolejny szczyt popularności, osiągając ponad trzysta tysięcy graczy jednocześnie na Steamie, a w chwili pisania tego tekstu, o 8 rano, grało w nią ponad sto trzydzieści tysięcy osób. Dla zobrazowania skali przypomnę tylko, iż poprzednia część na Steamie zanotowała w peaku około osiemdziesięciu tysięcy. Z okazji premiery gry Xbox wraz z partnerami postanowił stworzyć festiwal motoryzacyjny w czeskim Frenštácie pod Radhoštěm, na który miałem okazję pojechać i — dzięki uprzejmości polskiego oddziału Xbox — przeżyć motoryzacyjny szał Forzy Horizon na własnej skórze.

Gdzie odbywało się Horizon Journey

Samo wydarzenie, czyli Horizon Journey, odbywało się na terenie garaży Furt Bokem w malowniczej, górzystej miejscowości Frenštát pod Radhoštěm. Cały teren festiwalu podzielono na trzy strefy: Drift Zone / Drift Trike, Toyota oraz Main Street. W każdej z nich czekały atrakcje dla zagorzałych fanów motoryzacji.

Jeśli chodzi o samą podróż na wydarzenie, to miałem tyle szczęścia, iż wyjazd rozpoczynał się z centrum Warszawy. Mimo to trzeba było stawić się na miejscu zbiórki o 5:30 rano. Do Frenštátu pod Radhoštěm, przez Katowice, gdzie odbieraliśmy pozostałą część grupy, dojechaliśmy około 12:30. Następnie ruszyliśmy w stronę festiwalu, już po wcześniejszej rejestracji. Warto też zaznaczyć, iż wstęp na wydarzenie był całkowicie darmowy, dzięki czemu na miejscu dało się wyczuć bardzo pozytywny, festiwalowy klimat. Co więcej, poza Czechami można było spotkać tam mnóstwo Polaków.

Helikoptery, Drift, samochody te małe i te duże… oraz Fanta

W kontekście atrakcji, to przyznam szczerze, iż mam tutaj pewien zgrzyt. O ile mnogość samochodów, które można było zobaczyć, była satysfakcjonująca, o tyle pod kątem głównej sceny miałem wrażenie, iż kilka się działo. Brakowało mi tu jakiejś aktywności, która faktycznie przykułaby uwagę osób znajdujących się na terenie festiwalu. Owszem, pojawiali się influencerzy i prowadzący, ale brak harmonogramu w stylu „co, gdzie i o której godzinie” miał coś z lekkiego chaosu organizacyjnego, przez co teren pod sceną często świecił pustkami. Myślę, iż warto byłoby zwyczajnie dorzucić jakieś konkursy albo choćby turniej w Forzę Horizon 6 — o ile taki był, to nic mi o nim nie wiadomo. Często wraz z Szymonem z android.com.pl – pozdrawiam Cię serdecznie, przyjacielu – zaglądaliśmy tam po puszkę Fanty i zawsze widzieliśmy adekwatnie tylko DJ-a puszczającego muzykę, a na ekranie trailery albo gameplaye z Forzy Horizon 6.

Kolejną atrakcją podczas festiwalu, poza oczywiście wystawionymi samochodami sportowymi na Main Street, okazały się wszelakie zdalnie sterowane samochody. Tutaj zaznaczę, iż nie było możliwości pojeżdżenia tymi od driftu, ale miały w sobie coś hipnotyzującego, bo często wracaliśmy, żeby patrzeć, jak jeżdżą po zbudowanym do tego torze. Ścigaliśmy się jedynie my z Szymonem, małymi Toyotami na torze wyścigowym w strefie Toyota Gazoo Racing i było to całkiem interesujące przeżycie. Wbrew pozorom nie było to takie łatwe, jak mogłoby się wydawać, bo obaj stwierdziliśmy, iż w sterowaniu było coś w rodzaju znanego z gier komputerowych odwrócenia osi X i Y.

Jeśli zastanawiacie się, czy można było pograć w najnowszą odsłonę Forzy? Oczywiście, iż tak — i to nie tylko na konsolach Xbox Series X przy użyciu gamepada, ale też siedząc w specjalnym fotelu Logitecha z podłączoną kierownicą podłączoną do laptopa Acer Predator. Z tej opcji akurat nie skorzystałem z powodów problemów z kolanami, ale zarówno stoisko konsolowe, jak i to z kierownicami, przez cały czas było oblegane przez osoby odwiedzające Horizon Journey.

Przeczytaj także

Forza Horizon 6 – recenzja (PC). Japońskie Tonkatsu z korporacyjną posypką

Największą atrakcją ostatecznie okazał się przelot helikopterem, trwający około pięciu minut, nad terenem festiwalu oraz malowniczymi pejzażami Beskidu Morawsko-Śląskiego, gdzie najwyższym szczytem jest Łysa Góra, licząca 1313 m n.p.m. To bez wątpienia najmocniejsze doświadczenie, zwłaszcza dla osób cierpiących na lęk wysokości. Tu zdecydowanie bardziej czuć było turbulencje i odchylenia maszyny, co oczywiście wpływało na moje odczucia — widoki były świetne, ale mózg robił swoje. Koszt takiej przygody wynosił 1200 koron czeskich, czyli około 200 złotych, choć warto zaznaczyć, iż my mieliśmy ją za darmo w ramach opaski all access.

Festiwalowe ceny

Tutaj natomiast byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo ceny zarówno jedzenia, jak i napojów były naprawdę przystępne. I nie chodzi choćby o sam fakt, iż korona czeska względem polskiego złotego ma niższy kurs, ale o to, iż po prostu było tu niedrogo. Dla porównania: gdy byłem w zeszłym roku na koncercie w Pradze, za samo piwo po przeliczeniu zapłaciłem około 15 złotych, a na Horizon Journey kosztowało ono około 9 złotych. Problemem okazał się jednak brak możliwości płacenia kartą. Pozostałe ceny drinków i jedzenia również były, powiedziałbym, bardzo przystępne, co było ogromnym atutem.

Jeśli chodzi o merch i jego ceny, to tutaj powiedziałbym, iż były one „standardowe” na tle tego, co widzimy w Polsce. Czapki z daszkiem czy koszulki z motywami Toyoty oraz Furt Boken kosztowały około 200–250 złotych. Największym, i raczej negatywnym, zaskoczeniem był natomiast brak stoiska z merchem Xboksa i Forzy. Myślę, iż choćby jako osoba, która nie jest szczególnie zorientowana w grach motoryzacyjnych, skusiłbym się na zakup takiej koszulki czy czapki chociażby na pamiątkę. Może następnym razem pod tym kątem coś się zmieni.

Podsumowując, czy warto było przyjechać na Forza Journey?

Ogólnie rzecz biorąc, jak najbardziej warto — zwłaszcza iż wstęp był darmowy. jeżeli w przyszłości pojawią się kolejne edycje tego festiwalu, szczerze zachęcam, żeby na taki wybrać się. Warto jednak zaznaczyć, iż atrakcji jest tu na około dwie, może trzy godziny, a nie na cały dzień. Oczywiście zawsze można było przy okazji zwiedzić teren poza festiwalem, z czego niektórzy, o ile wiem, skorzystali. Na miejscu czuć było bardzo pozytywną, rodzinną atmosferę — niczym w Fast & Furious. Dzięki temu myślę, iż choćby u mnie zasiany został bakcyl do komputerowej motoryzacji, a wszystko to za sprawą wszechobecnych proporców, które dodawały festiwalowi klimatu.

Z jednej strony pogoda podczas wyjazdu dopisała, ale jednocześnie wskazała pewne niedociągnięcia organizacyjne. Brakowało miejsca, gdzie można byłoby schować się przed słońcem i choć na moment „odsapnąć” w cieniu. Jedyne miejsca, gdzie można było usiąść, to ławki postawione na „patelni”, w pełnym słońcu. Warto jednak zaznaczyć, iż każdy z uczestników mógł się nawadniać za darmo puszką Fanty w dwóch wersjach: pomarańczowej i wiśniowej. Osobiście polecam tę drugą, jeżeli gdzieś ją znajdziecie.

Czy brakowało atrakcji? Szczerze mówiąc, zawsze może być więcej i lepiej. Jak już wspomniałem, najbardziej zmarnowany potencjał to brak aktywności na głównej scenie, która faktycznie przyciągałaby widownię. Mam nadzieję, iż w kolejnych edycjach będzie pod tym względem lepiej.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za zaproszenie na wydarzenie dziękujemy Xbox Polska.
Uczestnictwo w wydarzeniu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Idź do oryginalnego materiału