Nieokiełznany magnetyzm chaosu. Recenzja: Muffin Time

itomigra.blogspot.com 1 godzina temu

Nieokiełznany magnetyzm chaosu. Recenzja: Muffin Time

Jak wiecie- albo właśnie się dowiadujecie- poza strategiami, w równym stopniu lubię imprezówki. Co by nie mówić, jest to gatunek, który również wywołuje sporo emocji- a po to przecież się do gry siada. Szczególnie upodobałem sobie twórcze projekty- typu Podaj Dalej!, czy Time's Up, ale czasem (bardzo sporadycznie) rozegram też partyjkę Eksplodujących Kotków. Poniżej zaprezentuje Wam tytuł, który trafił do mnie w ramach prezentu i należy właśnie do tej drugiej grupy party games. Gra przyjechała do nas aż zza wielkiej wody, także poddaliśmy ją naszej srogiej ocenie. Ciekawe, czy trud św. Mikołaja się opłacił...

Informacje/Pierwsze Wrażenia:


Muffin Time
to imprezowa gra karciana przeznaczona dla 2-8 osób, w wieku co najmniej 13 lat. Pudełkowy czas rozgrywki to 20 minut- ale z doświadczenia możemy Wam powiedzieć, iż od 5 do 30 nad nią spędzicie. Jak wspomniałem- gra jest sprowadzana- u nas ciężką ją dostać (w sensownej cenie). Za światowe wydanie odpowiada Big Potato Games, brytyjska firma słynąca z imprezówek.


Pudełko jest najbardziej klockowatym przedstawicielem swojego gatunku- duży sześcianik, przypominający kostkę do gry. W środku znajdziemy 200 "unikatowych i chaotycznych" kart- podzielonych na akcje, pułapki i reakcje- spakowanych w specjalny stojaczek. (Uwaga! Znajdą się i karty na własne pomysły!).


Jestem pod wrażeniem, bo jeżeli miałbym wydać grę, która kojarzyłaby się z produktem premium, to Muffin Time przedstawiałbym jako wzór. Ogólna estetyka jest specyficzna i zdradza od razu cały charakter gry. Humorystyczne grafiki bowiem oparte są o ultra popularną serię youtubową "asdfmovie".

Zasady:


Krótka instrukcja bardzo zwięźle przedstawia zasady. W sumie to serio jest ich niewiele. Ot, tasujemy talię i umieszczamy ją na środku. Rozdajemy po trzy karty każdemu z uczestników i możemy rozpoczynać. Nieskomplikowane i szybkie, prawda?


Runda jest równie prosta i przebiega według ściśle określonego schematu. Na początku swojego ruchu możemy zastawić 1 pułapkę (czerwona karta). Umieszczamy ją przed sobą zakrytą, a aktywowana zostanie w określonym momencie (np. ktoś zacznie śpiewać). Trzonem tury są akcje. Wykonujemy 1 wybraną: dobieramy kartę bądź zagrywamy coś z ręki. Ot, koniec rundy, cała filozofia.

Celem gry jest zdobycie 10 kart. jeżeli któryś z graczy to osiągnie, krzyczy "It's Muffin Time!" i zwycięża. Zrozumiałe, prawda? Co może pójść nie tak...?

Wrażenia:


... otóż wszystko! Gra jest bardzo przejrzysta w zasadach, ale cały jej fun to chaos płynący z kart. To, co się dzieje podczas zabawy, w którą stronę pójdzie rozgrywka... jest totalnie nie do przewidzenia. Przyznaję- ów poziom absurdu jest hipnotyzujący i zapewnia jej mocny syndrom kolejnej partyjki. Serio. Jestem fanem projektu. I nie chodzi o asdfmovie, bo nie raz mieliśmy okazję się zetknąć z takimi tworami (Dylemat Wagonika, Joking Hazard). Zwyczajnie dałem się zaskoczyć, bo gra okazała się mózgowo odprężająca i przyjemna. Chyba tym mnie urzekła!


Nie ukrywajmy, iż Muffin Time jest z nami szczery od początku. Nie kłamie, iż kandyduje do imprezówki roku, nie wciska kitu, iż będziemy wymyślać i móżdżyć. Na każdym możliwym kroku przestrzega nas o losowości i chaosie panującym przy rozgrywce. W takim wypadku nie można zaliczyć tych cech, jako minus (narzekanie na nie podczas gry, raczej źle świadczy o człowieku- przecież go ostrzegali! 😂). Wręcz przeciwnie- za oddanie klimatu- należy się duży plus! Jasne- jest to irytujący i najprostszy sposób na wygenerowanie emocji (sprawić, by wszystko było niewiadome)- ale jaki skuteczny! Nigdy nie wiesz, co przyniesie akcja, czym okaże się kontra przeciwnika, jakie dziwactwa skrywa pułapka... i w tym rzecz. Masz być zaskoczony, iż ktoś ukradł Ci kartę, dobrał trzy, wymienił się ręką z przeciwnikiem, albo iż teraz wygrywa osoba bez kart w ręku. Ot, raz na wozie, raz na dwóch wozach- czy jakoś tak...


Mało tego! Podobają mi się udziwnienia. Jakie? Otóż karty akcji czasami wprowadzają mini-gierki. Takie przeróżne gry w grze (np. siłowanie się na rękę). Całkiem ciekawy motyw! Trochę przypomina mi to Vudu, które skradło nasze serca klątwami. jeżeli będziecie mieli okazję- koniecznie Muffin Time sprawdźcie! U nas- choćby jeżeli nie jest rozgrywana co wieczór (nie polecam, by się nie znudzić kartami)- zajmuje topowe miejsce w swojej kategorii. Św. Mikołaj trafił 💖.

Plusy:

+ ekstremalnie proste zasady
+ świetna oprawa graficzna
+ totalny chaos
+ szybki set up (przygotowanie gry)
+ nie wymaga za dużo miejsca
+ duże spektrum osobowe (można grać w teorii do 8 osób, w praktyce nikt nie sprawdzi, jak usiądzie Was dziesiątka!)
+ mini gierki
+ syndrom kolejnej partyjki
+ dużo interakcji negatywnej
+ przyjemny, odprężający i odmóżdżający charakter
+ pudełko i opakowanie premium...

Minusy:

-... ale karty mogły by być trochę bardziej wytrzymałe
- bardzo specyficzny humor
- (dla niektórych) gra w języku angielskim

T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ poczytacie o grze w serwisie Planszeo
Idź do oryginalnego materiału