
Zbierz najsilniejszą drużynę, składającą się z magicznych stworzeń z czterech różnych frakcji. Gromadź starożytne artefakty i przejmuj władzę nad potężnymi źródłami mocy… Echa czasu to wciągająca gra karciana, w której przyda się strategiczne myślenie i nieco sprytu. Komu uda się przejąć władzę i przechytrzyć przeciwników w drodze po zwycięstwo?
Informacje o grze
Autor gry: Simone Luciani, Roberto Pellei
Wydawnictwo: Lucky Duck Games
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 30-60 minut
Wiek: 12+
Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Lucky Duck Games. Nie miało to wpływu na kształt mojej opinii.
Współpraca reklamowa z Ceneo.pl


Echa czasu to dość tajemnicza pozycja, która zainteresowała mnie z dwóch względów. Po pierwsze lubię gry z antropomorficznymi zwierzętami fantasy (patrz Everdell), a po drugie zaintrygował mnie mechanizm przesuwania płytek, odwzorowujący upływający czas. Pozycja zapowiadała się dość świeżo i ciekawie, a dodając do tego krótki czas rozgrywki, gra nie mogła być zbyt skomplikowana, co w świecie wiecznego braku czasu jest bardzo pozytywną cechą… Co ciekawe, Echa czasu stworzyło dwóch autorów, którzy na co dzień zajmują się zupełnie różnymi rodzajami gier. Simone Luciani to współautor „cięższych” pozycji, takich jak Tzolk’in, Grand Austria Hotel, Tiletum, z kolei Roberto Pellei może pochwalić się w portfolio… Rozrywkowymi gołębiami. Co mogło powstać z takiej współpracy? Zapraszamy do recenzji!
Przegląd elementów i zarys rozgrywki

Echa czasu to gra, która zwraca uwagę bardzo ładnym wykonaniem. Najważniejsze są oczywiście fantastycznie zilustrowane karty, które rzeczywiście przypominają nieco bardziej mroczne Everdell! Na porządnie wykonanych kartach spotkamy cztery frakcje postaci (woda, niebo, ziemia i podziemia), a każda karta jest interesująca i wyjątkowa nie tylko ze względu na grafikę, ale również dzięki unikalnej mocy. Ładnie prezentują się również karty artefaktów, czyli magicznych przedmiotów, które dadzą członkom naszej drużyny dodatkowe umiejętności. Nieco gorzej wypadają na ich tle karty źródeł, jest ich na tyle mało, iż mogłyby być grubsze, a warto podkreślić, iż będą w ciągłym użyciu, bo będziemy o nie „walczyć”.

Bardzo spodobał mi się pomysł z płytkami czasu, które będziemy przesuwać po specjalnym torze. Nie mam nic do zarzucenia ich wykonaniu, mechanizm działa „gładko” i wszystko idealnie do siebie pasuje. Nie wiem, czy po pewnym czasie płytki się nie zetrą od przesuwania, ale po kilku rozgrywkach u nas nie ma na nich żadnych śladów zużycia. Pozostałe elementy gry są również solidnie wykonane, poprawiłabym jedynie znaczniki, którymi zaznaczamy wykonanie akcji żywiołów. Malutkie znaczki „x” mogłyby być nieco większe i bardziej atrakcyjne wizualnie. W pudełku znajdziemy również dobrze napisaną instrukcję, chociaż brakowało mi w niej dokładniejszego przedstawienia działania niektórych akcji specjalnych występujących na kartach.

Zasady gry nie są skomplikowane i można wytłumaczyć je w kilka minut. Gracze zdobywają punkty na różne sposoby, ale sercem rozgrywki jest zagrywanie kart z ręki na specjalny tor czasu. Płytki przesuwają się w każdej rundzie, musimy więc „poczekać” na nowych członków naszej drużyny. Oczywiście w grze możemy zarządzać czasem i przesuwać karty. Wymaga to jednak użycia akcji, które potrzebne są nam również do innych celów, takich jak pozyskanie nowych kart, czy przede wszystkim podbicie i fortyfikacja źródeł. W każdej rozgrywce, w zależności od liczby graczy mamy dostępnych od 2 do 4 kart źródeł. Możemy je sobie wzajemnie odbijać, korzystając z ich mocy. Potrzebne są do tego karty postaci, które „spadły” z toru czasu. jeżeli dysponujemy odpowiednią siłą, możemy je także ufortyfikować, dzięki czemu zostaną u nas do końca gry. Rozgrywka może skończyć się na kilka sposobów, po czym następuje końcowa, niezbyt uciążliwa punktacja.
Mam tę moc, mam tę moc…

Echa czasu nieco mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, iż gra mi się aż tak spodoba! To dobrze skrojona pozycja, która stara się zachować równowagę w świecie dzisiejszych gier. Ilustracje to kolejna wariacja tego, co znane i lubiane. Klimat gry jest bardzo przyjemny i nieco tajemniczy i mimo występującej interakcji można się przy tej grze zrelaksować. Sporo kart nakazuje bowiem przeciwnikom pozbycie się różnych dóbr. Co ciekawe, jeżeli wolimy bardziej spokojną rozgrywkę, możemy odrzucić z talii wybrane karty i zmniejszyć interakcję. Mechanika nie jest może specjalnie innowacyjna. Tor czasu działa jednak bardzo dobrze, a obserwując płytki z kolorowymi symbolami ognia, możemy zaplanować swoje akcje specjalne. Płytka, która znajduje się aktualnie poza torem (przedstawiająca teraźniejszość), pozwala nam bowiem w darmowych akcjach „odpalić” pasujące symbolem akcje specjalne na kartach, czy posiadanych źródłach. Działa to bardzo dobrze i nie raz powoduje prawdziwą lawinę kombosów…

Bardzo podoba mi się przystępność tej gry. Spokojnie zagrają w nią mniej zaawansowani gracze, a i wyjadacze nie zanudzą się podczas rozgrywki, bo jest nad czym kombinować. Zaskoczyła mnie określona liczba punktów zwycięstwa, które można zdobyć podczas zabawy. Toczy się o nie prawdziwy wyścig, a jeżeli się skończą… następuje koniec gry. Podobnie jest z zagrywanymi kartami, czy ze zdobytymi źródłami. Dzięki temu gra jest naprawdę szybka, a jednocześnie nie mamy wrażenia, iż jest zbyt krótka. Spokojnie zdążymy pokombinować. A z czego wynika spora rozbieżność czasowa umieszczona na opakowaniu? Im więcej graczy tym więcej źródeł do podbicia, zabawa trwa więc odrobinę dłużej. Przy 2-osobowej rozgrywce (która swoją drogą działa bardzo dobrze) spokojnie zamkniemy się 30 minut. Przy większej liczbie graczy rywalizacja jest nieco ostrzejsza, a podbijanie źródeł bardziej intensywne i zażarte. Muszę przyznać, iż gra mnie mocno wciągnęła i z chęcią szukam nowych powiązań między kartami. Staram się również lepiej wykorzystywać moce artefaktów. Świetna zabawa, do której chce się wracać.

A co z minusami gry? Myślę, iż po pewnym czasie zabawa może stać się nieco powtarzalna. Na szczęście kart jest sporo, a dodatkowe umiejętności są na tyle różnorodne, iż przez dłuższy czas będziemy mieć dużą przyjemność z szukania najlepszych połączeń. Zastanawia mnie również balans kart, szczególnie jeżeli chodzi o punkty, które otrzymujemy za nie pod koniec rozgrywki. Wydaje mi się, iż niektóre są silniejsze od innych i mogą znacząco przyczynić się do zwycięstwa, gracza, który akurat trafi na nie podczas dobierania (o ile oczywiście je zagra na planszy czasu, a potem włączy do drużyny).
Podsumowanie
Echa czasu to gra, na którą warto zwrócić uwagę. Nie jest to prawdziwy evergreen, który zaskoczy nowymi mechanikami, czy nowym podejściem do rozgrywki. Jest to gra, która dobrze wykorzystuje to, co ma i sprawia, iż możemy się przy niej dobrze bawić. Podobijanie źródeł jest wciągające i wprowadza ciekawą rywalizację między graczami. Do tego przygotowanie zabawy jest błyskawiczne, możemy zasiąść do gry, jeżeli mamy około godziny (czy choćby mniej w zależności od składu) wolnego czasu. Gra przypomina mi inne karcianki z występującymi frakcjami, takie jak Res Arcana, czy choćby popularne gry TCG. Polecamy!
Mocne Strony:
- ładnie zilustrowane karty,
- proste zasady rozgrywki,
- ciekawy mechanizm przesuwania płytek czasu,
- możliwość tworzenia kombosów,
- ciekawe pojedynki o źródła mocy,
- bardzo szybkie przygotowanie rozgrywki,
- ciekawe synergie między kartami i frakcjami,
- szybki czas pojedynczej partii,
- idealna dla fanów karcianek!
Słabe Strony:
- karty źródeł mogłyby być lepiej wykonane,
- brak przykładów działania specjalnych umiejętności na kartach,
- po czasie może być nieco powtarzalna.
Przydatne linki:
Jeśli doceniasz naszą pracę i zaangażowanie albo po prostu podoba Ci się nasz portal i to, co robimy, to możesz nas wesprzeć niewielką kwotą – za co bardzo dziękujemy!!!

2 godzin temu

















