Recenzja: Resident Evil Requiem (PS5) – Yes, Your Grace

2 godzin temu
Zdjęcie: Recenzja: Resident Evil Requiem (PS5) – Yes, Your Grace


Resident Evil Requiem to jedna z najlepszych gier w trzydziestoletniej serii horrorów od Capcomu. Zapraszamy na recenzję.

30 lat minęło, jak jeden dzień. Niemal za miesiąc fani survival horrorów będą obchodzić trzydziestolecie serii Resident Evil. Serii, która bez wątpienia ukształtowała ten gatunek, wprowadzając ograniczone zasoby i amunicję, zagadki środowiskowe wraz z klimatem izolacji oraz dokumenty fabularne znajdowane w świecie gry. Resident Evil od Capcomu spopularyzował również narracje poprzez eksplorację, czy wprowadził filmową strukturę opowiadania historii wraz z przerywnikami CGI. Do tego Capcom za sprawą remake’u Resident Evil 2 pokazał wielu producentom gier, jak należy odświeżać klasyki, bez utraty klimatu. Czy całe to doświadczenie zebrane na przełomie trzech dekad pozwoliło deweloperowi z Osaki wznieść się na wyżyny swoich możliwości? Przekonajmy się, zapraszam na recenzję Resident Evil Requiem, dziewiątej już części z serii popularnych survival horrorów.

Aby wczuć się w wydarzenia z Resident Evil Requiem, musimy cofnąć się do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Rok 1998, fikcyjne miasto Raccoon City, to właśnie tam z obiektu giganta branży farmaceutycznej o nazwie Umbrella wydostaje się wirus T. Zmienia on ludzi w krwiożercze potwory zwane zombie. Rząd USA przeprowadza atak rakietowy na wspomnie miasto, by wyeliminować zarażonych, a następnie odgradza ruiny od reszty kraju. Niestety w 2026 roku na światło dzienne wychodzą nowe, bardzo niepokojące informacje o zagrożeniu biologicznym. Śledztwo prowadzi nowa bohaterka w serii Resident Evil:

Grace Ashcroft

Agentka FBI oraz córka dziennikarki Alyssy Ashcroft, która badała działalność korporacji Umbrella, a następnie skutki epidemii w Raccoon City. Wystąpiła w dwóch spin-offach serii: RE Outbreak i Outbreak File 2. To bardzo średnie gry, ale ważne dla fabuły, gdyż pokazują nam pierwsze godziny oraz dni po wybuchu epidemii. Wróćmy jednak do samej Grace i czasów obecnych. W odróżnieniu od innych dobrze znanych protagonistek – Jill Valentine, Claire Redfield, czy Ady Wong – Grace nie ma doświadczenia w boju, jest agentką FBI zza biurka. Jednak ostatnie wydarzenia w Wrenwood Hotel sprawiły, iż Grace musiała opuścić swoje bezpieczne miejsce na komendzie, aby zbadać ślady na miejscu zbrodni.

Rozgrywka Grace to powrót do klasycznego psychologicznego horroru od Capcomu, który miał miejsce w Resident Evil 7 i 8. Większość niebezpieczeństw staramy się omijać, niż z nimi walczyć. Tym bardziej iż jesteśmy ograniczeni tylko do małego pistoletu oraz kilku miejsc w ekwipunku. Większej imersji oraz poczuciu strachu dodaje kamera pierwszoosobowa, jednak twórcy nie zmuszają graczy do korzystania z niej. W ustawieniach w dowolnym momencie możemy zmieniać widok FPP na trzecią osobę. Nie martwicie się, rozgrywka Grace nie opiera się tylko na skradaniu. Szczególnie w drugiej lokacji – placówce leczniczej Rhodes Hill akcja nabiera tempa, a dzięki znalezionym przedmiotom możemy coraz śmielej rywalizować z zarażonymi.

Tworzenie przedmiotów

Skuteczność bojowa Grace na szczęście (szczególnie dla nowych graczy) nie opiera się tylko na znalezionych przedmiotach. Nasza protagonistka może tworzyć przedmioty z… krwi pobranej od zarażonych dzięki specjalnego nabieraka. Brzmi to trochę absurdalnie, ale najwyraźniej twórcy nie mieli na to innego pomysłu. Krew możemy łączyć z różnymi przedmiotami. Osobiście przyznam, iż trochę dziwnie wygląda stworzenie kilku naboi do pistoletu z krwi i paczki złomu, ale przynajmniej dzięki temu amunicja nie jest aż tak bardzo deficytowym towarem, co w poprzednich częściach mocno nastawionych na przetrwanie. W późniejszych etapach gry nauczymy się tworzyć choćby koktajle Mołotowa, będziemy do tego potrzebowali zarażonej krwi i pustej butelki. Cóż, wygląda na to, iż krew zombie jest mocno wybuchowa.

Nie zapomniano o charakterystycznych roślinach, z których możemy tworzyć apteczki. Grace niestety nie potrafi po cichu eliminować zombie, może co prawda stworzyć ze złomu prowizoryczny nóż, jednak z jego pomocą tylko obroni się przed zarażonym, który ją zaatakował. Z czasem Grace nauczy tworzyć się aplikator hemolityczny. To specjalny lek, który niszczy zakażone komórki. Pisząc krótko, sprawia, iż zombie wybuchają. Możemy go użyć na dwa sposoby: Wstrzyknąć nieświadomemu zarażonemu, który blokuje nam przejście (po chwili wybuchnie) albo pokonanemu zarażonemu, któremu nie rozwaliliśmy głowy. Czasami powalony zarażony z całą głową może powstać i zmutować w “bąblogłowego”. To potężny przeciwnik, ratunkiem może być ucieczka, lub strzał z rewolweru Requiem – jednak do niego Grace ma bardzo mało amunicji.

Oskarowa rola

Dużo miejsca w swojej recenzji poświęcam Grace Ashcroft, ale musicie uwierzyć mi na słowo, iż to ona, a nie Leon Kennedy niesie na barkach Resident Evil Requiem. W tym miejscu chciałbym bardzo docenić nie tylko aktorkę dubbingowa – Angelę Sant’Albano, ale również scenariusz, który przygotował wewnętrzny zespół studia Capcom. Bez dobrego scenariusza nie ma dobrych aktorów, a w Requiem zagrało wszystko. Angela Sant’Albano jest absolutnie fantastyczna w swojej roli. Gracze nie tylko patrząc na Grace i jej mimikę, ale co ważne słuchając jej głosu, autentycznie czują przerażenie, niepewność oraz panikę, z którą się mierzy. I to nie jest panika głupiej blondynki z taniego amerykańskiego horroru.

To autentyczne emocje przekazywane przez drżący głos postaci, która jest w niebezpieczeństwie. Grając Grace, cały czas czułem, iż nie mogę doprowadzić do tego, aby stała się jej krzywda. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem tak silnie emocjonalnie związany z postacią, którą gram. Wielkie brawa dla Capcomu, wprowadzili nową protagonistkę do numerowanej serii, która nie tylko okazała się strzałem w dziesiątkę, ale przyćmiła wieloletnią legendę i weterana.

Powrót Leona S. Kennedy’ego

Skoro już jesteśmy przy legendach, to nie sposób nie wspomnieć o jednym z weteranów serii, czyli Leonie S. Kennedym. Requiem to czwarta numerowana cześć z jego udziałem i można śmiało założyć, iż widzimy go u schyłku kariery. Kariery, która bez wątpienia była bardzo konsekwentnie rozwijana. Od nieopierzonego policjanta w RE2, przez agenta rządowego (podlegającego bezpośrednio prezydentowi) w RE4 po zmęczonego i zdradzonego agenta operacyjnego w RE6. W Requiem Leon wraca do miejsca, gdzie wszystko się dla niego zaczęło, do Raccoon City. Nasz bohater nie jest niestety w pełni sił, dokucza mu jakaś infekcja, która powoli rozwija się w jego organizmie. W poszukiwaniu lekarstwa trafia na Grace, która będzie jego kolejną „kobietą w opałach“.

Rozgrywka Leonem dużo nie różni się od tego, co widzieliśmy w remake Resident Evil 4. Kennedy to przez cały czas jednoosobowa armia zdolna do eliminacji całych grup zarażonych. Niestety jedyną nowością w jego arsenale jest tak naprawdę toporek. Możemy nim efektownie wykończyć zombie lub obronić się tuż po samym ataku zarażonego. Zadamy nim też obrażenia bossom w kluczowym momencie. Toporek po kilku użyciach traci swoje adekwatności tnące, jednak Leon ma cały czas przy sobie ostrzałkę, która po kilku ruchach przywraca blask ostrza. W arsenale Leona standardowo znajdziemy pistolety, karabiny snajperskie i maszynowe oraz oczywiście strzelby. Nie brakuje również gadżetów, jak granaty odłamkowe.

Requiem dla snu

Troszkę jestem rozczarowany wykorzystaniem Requiem, czyli tytułowego dużego rewolweru DSO. Przy pierwszym spotkaniu Leon rzuca go Grace z jednym pociskiem. Przemierzając placówkę Rhodes Hill jako panna Ashcroft znalazłem tylko jeden pocisk kalibru 12,7 x 55 mm. Oczywiście możemy stworzyć dwa pociski do Requiem, łącząc rzadki metal z krwią zarażonych, jednak dla mnie dużo efektywniejsze oraz opłacalne było tworzenie całego magazynku do zwykłego pistoletu. Stąd też w przypadku Grace niemal całą rozgrywkę rewolwer Requiem spędził, przesypiając w skrytce.

Porównnie Requiem i sztrzelby

Natomiast grając Leonem, trochę nosiłem wspomniany rewolwer przy sobie, a trochę trzymałem go w skrytce. U Leona problem jest taki, iż Requiem ma taką sam moc co strzelba, jednak na jego niekorzyść wpływ duży odrzut oraz mały magazynek – 5 pocisków. Do strzelby łatwiej o amunicję, może mieć do 10 pocisków w magazynku no i nie ma tak dużego odrzutu co tytułowa ręczna armata. Oczywiście wszystko zależy od stylu gracza i broni, jakich lubi używać. Domyślam się, iż gdy będę przechodził grę drugi raz na wysokim poziomie trudności, to z pewnością dobrze wykorzystam każdy pocisk w bębenku Requiem.

RE Engine

Resident Evil Requiem napędza oczywiście autorski silnik RE Engine, który zadebiutował w 2017 roku wraz z Resident Evil 7: Biohazard. Jest to silnik zaprojektowany głównie dla horrorów o klaustrofobicznych przestrzeniach. Swoje możliwości pokazał przy remake Resident Evil 2 oraz 4. Jednak dopiero w Resident Evil Requiem studio Capcom bez wątpienia wspięło się na wyżyny jego możliwości. W sumie możemy to już zobaczyć na pierwszym zwiastunie Requiem, gdzie Grace ma fotorealistyczny model postaci wraz z realistyczną mimiką twarzy i emocjami. Ten silnik jak żaden inny oferuje nam prawdziwą grę światła i cieni, tak bardzo istotną w horrorze. Do tego jest to silnik fantastycznie zoptymalizowany na konsolach, dzięki czemu możemy grać na zwykłej PS5 w wysokiej rozdzielczości przy stabilnych 60 klatkach na sekundę.

Jednak możliwości RE Engine nie kończą się tylko na fotorealistycznych modelach, kapitalnym oświetleniu oraz mimice twarzy. To również agresywniejsze i inteligentniejsze zombiaki oraz co bardzo ważne naturalne reakcje przeciwników na trafienia. Do tego gra jest oczywiście kapitalnie udźwiękowiona. Requiem ukończyłem w całości grając tylko na słuchawkach Astro A50. Gra ma fantastyczne miksowanie dźwięku przestrzennego oraz oferuje realistyczne pogłosy, czy dźwięki z oddali. Nie brakuje również dobrze skomponowanej muzyki, która odpowiednio reaguje na zagrożenia.

Dwie gry w jednej

Resident Evil Requiem, to tak naprawdę dwie gry w jednym. Rozgrywka Grace diametralnie różni się od jednoosobowej armii Leona. Jednak nikt z tej dwójki bohaterów nie jest faworyzowany przez dewelopera, oboje otrzymali podobny czas na ekranie. Początkowa rozgrywka skupia się na Grace, która głównie się skrada, a dopiero z czasem coraz śmielej posługuje się pistoletem oraz wytworzonymi suplementami. Jednak wspomniałem już, iż Grace można grać w pierwszej, jak i trzeciej osobie. Tryb FPP jest z całkowitą pewnością przeznaczony dla bardziej odważnych graczy, którzy ukończyli Resident Evil 7 oraz 8. Decydując nie na granie Grace z trzeciej osoby, zafundujecie sobie sentymentalny powrót do rozgrywki z drugiej części Resident Evil.

Grace
Leon

Warto dodać, iż linia fabularna Grace jest absolutnie fantastycznie napisana, z kilkoma mocnymi momentami, które z pewnością zapadną graczom w pamięć. Natomiast Leona nie trzeba nikomu przedstawiać, przez cały czas jest odważny i pewny w tym, co robi dzięki arsenału od DSO. Bardzo się ciesze, iż pomimo zmęczenia, wypalenia i infekcji Leon nie jest tak zamknięty w sobie i ponury co w Resident Evil 6. W Requiem wrócił ironiczny i sarkastyczny Leon z Resident Evil 4. Jego żarty i komentarze kilka razy potrafiły mnie rozbawić.

Podsumowanie

Resident Evil Requiem, to bez wątpienia najlepsza gra z serii, w jaką grałem. Skradankowe i przerażające moment w wątku Grace przeplatają się z napędzanym akcją wątkiem Leona, lepiej niż się spodziewałem. Jednak nie jest to najdłuższa gra w cyklu, ukończenie wątku głównego zajęło mi 13 godzin, co jest wynikiem przyzwoitym. Choć do Resident Evil 6 z czterema kampaniami, które można ukończyć w 25 godzin, nie ma co porównywać. Jednak Requiem to jedna z najlepiej napisach historii w całym trzydziestoletnim cyklu horrorów od Capcomu.

Requiem zamyka wiele wątków oraz ujawnia (dzięki śledztwu Grace) kilka sekretów, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Niestety to nie jest gra dla nowych graczy, musisz ukończyć poprzednie numerowane części, aby zrozumieć, co wydarzyło się w Raccoon City. Do tego absolutnie jestem zachwycony Grace Ashcroft, to jedna z najlepiej napisanych i zagranych kobiecych postaci na tej generacji konsol. Angela Sant’Albano (głos Grace) bez wątpienia zasługuje na nominacje do wszelkich nagród aktorskich pod koniec roku. Krótko podsumowując, Resident Evil Requiem, to oskarowy scenariusz, wybitna gra aktorska i realizacja na filmowym poziomie. Dla fanów pozycja obowiązkowa.

Grę do recenzji dostarczyła CENEGA

Pamiętajcie, iż znajdziecie nas również w mediach społecznościowych. Bardzo chętnie porozmawiamy z Wami zarówno na Facebooku, jak i w serwisie X (na dawnym Twitterze). Zapraszamy was również na nasz Discord.

Idź do oryginalnego materiału