Fani zwariowanych simów od Nintendo długo prosili o kontynuację klasyka z 3DS. Czy Tomodachi Life: Living the Dream było warte tych 13 lat?
Tomodachi Life to ekskluzywna gra na Nintendo 3DS, w której gracze opiekowali się wyspą pełną Mii stworzonych na swoje (i nie tylko!) podobieństwo. Ludki wchodziły między sobą w interakcję, często prowadząc do szalonych scen, których nie uświadczymy w typowych symulatorach życia. 13 lat później wreszcie dostaliśmy kolejną odsłonę serii zapoczątkowanej w 2009 roku na Nintendo DS. Czy Tomodachi Life: Living the Dream usprawiedliwia tak długie oczekiwanie?
Mii na moją modłę
Swoją przygodę w Tomodachi Life: Living the Dream rozpoczniemy wykreowaniem pierwszego Mii, na własne podobieństwo. Kreator postaci już na starcie robi wrażenie rozbudowaniem w porównaniu zarówno do gry na 3DS, jak i tego wbudowanego w konsolę. Mamy tu bowiem multum opcji fryzur, cech twarzy i ich modyfikacji, dzięki czemu jedynym ograniczeniem będzie nasza wyobraźnia.
Osobna pochwała należy się też funkcji Face Paint, która umożliwia szczegółowe narysowanie twarzy postaci, piksel po pikselu. W trybie mobilnym Switcha możemy choćby skorzystać z ekranu dotykowego konsoli dla większej precyzji. Warto też wspomnieć o opcji stworzenia postaci na podstawie krótkiej serii pytań, jednak osobiście żadna propozycja z kwestionariusza nie wylądowała na mojej wyspie.
Po sfinalizowaniu wyglądu postaci nadchodzi najważniejszy etap tworzenia Mii – ustawienie ich głosu i charakteru. Ten pierwszy wybierzemy z predefiniowanych opcji lub zmodyfikujemy ich rytm pod własne preferencje. Osobowość ustawimy dzięki kilku pasków z parametrami: szybkości ruchu, bezpośredniości mowy, energiczności, powagi oraz ogólnego wrażenia. Na podstawie wybranych opcji gra sklasyfikuje postać w jednej z 16 kategorii, które określą jej zachowania oraz podejście do innych Mii. Gra pozwala na dodanie 70 postaci na naszą wyspę i jest to liczba moim zdaniem zdecydowanie wystarczająca.
Fontanna szczęścia
Kiedy już zaludnimy wyspę kilkoma Mii, zaczynamy prawdziwą zabawę w Tomodachi Life. Rozgrywka opiera się tu głównie na pielęgnowaniu relacji między mieszkańcami, co nagradza nas nierzadko komicznymi scenkami rodzajowymi z naszymi bliskimi w roli głównej. Najlepszą metaforą doświadczenia jest oglądanie akwarium pełnego rybek.
Mii będą nas pytać o tematy do rozmowy: osoby, aktywności, przedmioty i inne. Tutaj właśnie kryje się największy potencjał komediowy gry – na pytanie Mii możemy odpowiedzieć jak nam się żywnie podoba. Chcecie, by ludki rozmawiały o napojach energetycznych? Jasne. A może o jedzeniu pasztetu na czas? Oczywiście. Wszystko jest tu dozwolone, a postacie będą czytały każdą kwestię wbudowanym syntezatorem mowy. Dzięki możliwości dostosowania wymowy choćby polskie imiona czy inne słowa przejdą Mii przez usta, z lepszym lub gorszym skutkiem.
Należy pamiętać, iż mimo tak dużej kontroli nad tematami rozmów, nie mamy bezpośredniej władzy nad żadnym mieszkańcem. Możemy ich swobodnie przenosić i zachęcać do interakcji, jednak nigdy nie możemy się spodziewać, co obserwowany ludek powie lub zrobi. Mii naszych kotków oglądające gwiezdną konstelację spaghetti rozśmieszyły tym mocniej, iż zrobiły to same z siebie.
Na naszej wyspie będzie się wytwarzać skomplikowana sieć relacji między Mii, które z każdym poziomem dadzą więcej możliwości wzajemnych interakcji. Każdy mieszkaniec sam również zbiera punkty doświadczenia, które z każdym poziomem wydamy na nowe zabawki, stroje, a co ciekawsze – zachowania i powiedzonka. Możemy zatem zmodyfikować sposób chodu, stania, jedzenia, a choćby reagowania na gniew czy smutek u każdego mieszkańca, stopniowo zbliżając go do życiowego odpowiednika. Wybranka mego serca pochodzi z Wielkopolski, zatem naturalnie – jej Mii kończy każde zdanie na rytmicznym “tej”. Możliwości są iście nieskończone.
Mii to się podoba
Living the Dream to pierwsza gra z serii, gdzie mamy tak duży wpływ na środowisko otaczające nasze postacie. Całą wyspę udekorujemy bowiem dzięki różnych udogodnień, zabawek czy dekoracji, które stworzą kolejne możliwości interakcji dla Mii. Każda akcja wykonana dla mieszkańców zbiera gwiezdną esencję, która jest potrzebna do podbijania rangi samej wyspy. Z kolejnymi poziomami odblokujemy nowe zabawki, cechy i zachowania, a choćby wyślemy ludki w podróż do najróżniejszych zakątków świata (nie ma lepszego lekarstwa na złamane serce).
Wraz z rozwojem wyspy otrzymamy możliwość tworzenia własnych kreacji. Po raz kolejny uderza swoboda oddana w ręce gracza, gdyż zaprojektować możemy prawie wszystko. Od potraw i okładek albumów muzycznych, przez zwierzątka i ubrania, aż po całe struktury, które potem z dumą wyeksponujemy w samym centrum wyspy. Kreator projektów jest zaskakująco zaawansowany i oferuje funkcje takie jak Alpha Lock czy wygładzanie rysowanych linii. jeżeli mamy wenę, stworzymy naprawdę imponujące rzeczy.
Gdzie jest wersja na Switcha 2?
Jedną z najbardziej niezrozumiałych dla mnie decyzji Nintendo jest fakt, iż gra ekskluzywna w 2026 roku nie ma swojej dedykowanej wersji na Switcha 2. Tomodachi Life: LTD jest stworzone tylko na konsolę z 2017 roku. Nie ma tu mowy o żadnych udogodnieniach dla posiadaczy nowego sprzętu. Dziwi chociażby niemożność skorzystania z funkcjonalności myszy nowych Joy-Conów w kreatorze własnych przedmiotów. Jedynym usprawnieniem jest obsługa natywnej rozdzielczości 1080p podczas gry przenośnej.
Oznacza to, iż nawet w grze na telewizorze jesteśmy ograniczeni do Full HD, kiedy konsola zdecydowanie jest w stanie udźwignąć taki tytuł w 4K. Rozgrywka jest też zablokowana w 30 klatkach na sekundę, co teoretycznie jest wystarczające, ale pozostawia lekki niedosyt. Oczami wyobraźni widzę, jak świetnie mógłby tu działać wbudowany w nową konsolę mikrofon lub opcja podłączenia zewnętrznej kamery. Na ten moment jednak nabywcy sprzętu muszą uzbroić się w nadzieję i cierpliwość.
Niedawna premiera Animal Crossing: New Horizons w wersji dla Switcha 2 pozwala przypuszczać, iż update jest w drodze, jednak powinien on moim zdaniem być gotowy na premierę gry. Brak tych funkcjonalności boli o tyle bardziej, iż aktualizacja dla nowego sprzętu najpewniej będzie dodatkowo płatna, podobnie jak wspomniane Animal Crossing.
W akwarium po staremu



Kolejną łyżką (a choćby chochlą) dziegciu w tej beczce miodu jest fakt, iż z czasem gra staje się bardzo powtarzalna. Scenki, które za pierwszym razem były arcyzabawne, za dziesiątym nie bawią już prawie wcale i prowokują pytanie. Czy naprawdę musieliśmy czekać 13 lat na tak surową grę? Gdzie się podziała hala koncertowa z wersji na 3DS? Dlaczego wszystkie Mii tak świetnie się dogadują i nie ma między nimi zabawnych konfliktów? Jakim cudem twórcy wymyślili tylko garstkę minigier z mieszkańcami?
Duża swoboda w tworzeniu przedmiotów i struktur z pewnością zapewni sporo frajdy graczom chętnym poświęcić czas na skrupulatne projektowanie. Z ekscytacją przeglądam twory graczy w internecie, jednak bez możliwości importowania cudzych projektów i Mii nie będę ich w stanie przenieść na własną wyspę. Twórcy przygotowali sporo dekoracji, ale dlaczego istotnych prezentów zmieniających zachowania Mii jest tylko 16?
Jak widać, pytań bez odpowiedzi jest tu aż nadto. Wszystko jednak skłania do dość ponurego wniosku: długotrwały sukces nowego Tomodachi Life będzie niestety uzależniony od aktualizacji z nową zawartością. Bez nich tytuł ten jest skazany na rychłe zapomnienie, czego z całego serca mu nie życzę.
Wymarzone życie?
Nie ukrywam, iż Tomodachi Life: Living the Dream to dla mnie jedna z najbardziej wyczekiwanych gier tego roku. Nie mogłem się doczekać, by znów zaopiekować się swoimi Mii i obserwować, w jakie szalone sytuacje wpakują się tym razem. I przez pierwsze 10-15 godzin gry dostałem dokładnie to, o czym marzyłem. Niestety, gwałtownie okazało się, iż rajska wyspa nie została należycie dopieszczona przez twórców i po ok. 30 godzinach pozostaje mi jedynie nabijać poziomy w nadziei, iż cokolwiek mnie tu jeszcze zaskoczy.
Kod recenzencki dostarczył ConQuest Entertainment – oficjalny dystrybutor Nintendo w Polsce.
2 godzin temu











