Ukryty plan – recenzja (PS4). Śledztwo na telefon

6 godzin temu

Absolutnie nienawidzę polskiego tytułu tej gry. Jasne, Ukryty plan jest – technicznie rzecz biorąc – w pełni poprawnym tłumaczeniem, z którego mimo wszystko ulatuje ta nutka niepokojącej tajemnicy, towarzysząca angielskiemu Hidden Agenda i świetnie oddająca emocje towarzyszące rozgrywce w ten interaktywny thriller Supermassive Games. Brzmi to po prostu nijako, przez co przeglądając sklepowe półki (obecnie raczej wirtualne) z grami, łatwo jest Ukryty plan zwyczajnie przeoczyć – to znaczy, jeżeli nie zostałby on kilka lat temu usunięty z oficjalnej dystrybucji, a wraz z nim potrzebna do zabawy aplikacja na telefon.

Spis Treści

  • PlayLink
  • Rozgrywka
  • Fabuła
  • Strona technicza
  • Podsumowanie

PlayLink

PlayLink! W słusznie już minionych czasach nikomu niepotrzebnych aplikacji towarzyszących dużym premierom propozycja Sony stanowiła pewien powiew świeżości. Nie była to jedna apka, a cała ich seria, pozwalająca na kontrolowanie poszczególnych gier przy pomocy telefonu. Sprawdzało się to świetnie w przypadku tytułów imprezowych pokroju Wiedza to potęga czy To jesteś Ty!, umożliwiając wspólną zabawę dla wielu osób bez potrzeby posiadania kilku kontrolerów bądź jeszcze droższych akcesoriów o ograniczonym użyciu.

Wykorzystanie PlayLinka ogranicza rozgrywkę do wyborów, prostych QTE i poszukiwania ukrytych obiektów.

Supermassive Games po sukcesie Until Dawn postanowiło nieco poeksperymentować z technologią, czego owocem było kilka dziwnych gier. Jedną z nich był – jak prawdopodobnie zdążyliście się domyślić – Ukryty plan, który „imprezówką” bynajmniej nie jest. Mamy tutaj do czynienia z pełnoprawną grą narracyjną, którą najłatwiej byłoby przyrównać do Heavy Rain konkurencyjnego Quantic Dreams. Jest to produkcja ze wszech miar „normalna” do tego stopnia, iż zaangażowanie do rozgrywki systemu PlayLink spokojnie można uznać za twórczą fanaberię, bo tytuł ten bez problemu i prawdopodobnie z korzyścią dla samej gry można byłoby wydać ze standardowym sterowaniem.

To trzeba na spokojnie, usiąść, pooglądać…

W obecnym wydaniu Ukryty plan to bowiem dosłownie interaktywny film. Nie mamy najmniejszej kontroli nad ruchami postaci. Przez nieco ponad godzinę oglądamy kolejne sceny, od czasu do czasu tylko musząc wybrać jedną z dwóch opcji dialogowych, wykonać proste QTE bądź znaleźć określone przedmioty na czas. Wszystko to robimy przy pomocy zainstalowanej na naszym telefonie aplikacji. Spokojnie, nie musimy patrzeć na jego ekran, wszystkie potrzebne informacje wyświetlane są na telewizorze, aczkolwiek sama apka też ma nieco dodatkowych funkcji jak możliwość pauzowania gry czy dostęp dziennika z informacjami o przebiegu historii.

Pasek na dole to czas, który mamy na znalezienie wszystkich poszlak.

Działa to stosunkowo nieźle, ale komfort rozgrywki zależy w dużej mierze od jakości i czułości ekranu w naszej komórce. Przykładowo, o ile zamontowaliśmy na nim tanie szkło hartowane, palec może nie śmigać po nim równie gładko, co niekiedy utrudni przesunięcie kursora w odpowiednie miejsce. To wprawdzie zaledwie upierdliwość, bo Ukryty plan to gra mimo wszystko łatwa, ale trudno jest mi nie żałować, iż nie zdecydowano się na wykorzystanie zwykłych kontrolerów.

W sidłach Wnykarza

Zwłaszcza iż Ukryty plan to całkiem niezły, detektywistyczny thriller, w którym jako detektyw Becky Marney (sporadycznie wcielając się też na moment w inne postaci) próbujemy uratować niewinnego człowieka przed wyrokiem śmierci, a jednocześnie pochwycić Wnykarza – mordercę sprzed lat, który według wszystkich znaków ponownie wyruszył na łowy. Wprawdzie nie jest to historia mogąca równać się z Siedem, ale potrafi trzymać w napięciu, zwłaszcza iż krótki czas trwania twórcy wynagradzają graczom mnogością wyborów i zakończeń – tutaj faktycznie każde podejście może wyglądać diametralnie inaczej w zależności od naszych decyzji, wliczając w to przedwczesny finał.

Początek przygody jest równie mocny, co konfundujący.

Niemniej wolałbym mimo wszystko dłuższy wątek główny. Czuć, iż Ukryty plan tworzony był z myślą o wspólnym graniu w imprezowej formule. Gra oferuje bowiem tryb rywalizacji, w którym wszyscy grający głosują nad kierunkiem, w którym zmierzy historia, a co jakiś czas jedna z osób otrzyma tajną wytyczną (stąd tytuł), mającą na celu rzucenie między uczestników kości niezgody. Cierpi na tym niestety historia, która w tę około godzinę nie jest w stanie wybrzmieć – bohaterom brakuje nieco ikry, a wszystkie wydarzenia zdają się pędzić na złamanie karku, wliczając w to nagłe i zwyczajnie rozczarowujące zakończenia.

Szansa na doprowadzenie bohaterów do ruiny to już w zasadzie znak firmowy Supermassive Games, więc nic dziwnego, iż motyw ten znalazł się również tutaj, choćby jeżeli los bohaterów nie jest równie drastyczny co w przypadku Until DawnUkryty plan to w końcu thriller, nie horror. Problem w tym, iż choć sama historia podzielona została na trzy akty, po zakończeniu przygody rozpocząć ją ponownie można wyłącznie od samego początku. Toteż o ile noga powinie Wam się w okolicach finału, swoje błędy będziecie mogli dopiero po przemęczeniu się przez cały główny wątek. Fakt, nie jest to długa przygoda, ale wciąż spędzenie tej godziny na słuchaniu tych samych dialogów zwyczajnie męczy. Plus jest taki, iż przypadkowo możecie obrać zupełnie inną ścieżkę, doświadczając nowych wątków.

Sytuacja Becky jest nieco skomplikowana, ale krótki czas trwania gry nie pozwala temu (i wielu innym) wątkowi na wybrzmienie.

Śledztwo nie bez problemów

Pod względem technicznym Ukryty plan wypada naprawdę solidnie pomimo niemalże dekady na karku. Najlepiej wypadają modele postaci oparte na prawdziwych aktorach, co jest o tyle ważne, iż głównie obserwujemy twarze, dzięki czemu nieco zbyt puste i niekiedy sterylne, choć przez cały czas ładne lokacje pozostają mniej zauważalne. Gra dostała ponadto darmową aktualizację dedykowaną PlayStation 4, więc jeżeli ogrywać będziecie ją – tak jak ja – na PlayStation 5 we wstecznej kompatybilności, to obraz zostanie podbity z domyślnego 1080p do 1440p. O większej liczbie klatek musicie natomiast zapomnieć – Ukryty plan zablokowano na 30 FPS, ale w kontekście tego typu produkcji kompletnie to nie razi. Tego samego powiedzieć nie można o delikatnie zbyt często rozmytych teksturach, które w dodatku sporadycznie potrafią „wskoczyć” na swoje miejsce.

Całkiem nieźle wypada także sfera audio, aczkolwiek Ukryty plan zdecydowanie nie jest szczytowym osiągnięciem Supermassive Games. Muzyka natomiast świetnie sprawdza się jako tło, budując atmosferę niepokoju i zagrożenia, ale próżno szukać Wam tu charakterystycznych motywów przewodnich. Ot, standardowe plumkanie do dreszczowca. Dialogi z kolei wypadają kompetentnie, choć trudno mówić o nazbyt porywających kreacji. Pewnym zgrzytem jest natomiast to, iż niektóre linie dialogowe ewidentnie posklejano na ślinę i wyraźnie słychać (i widać w rwanej animacji) przeskoki pomiędzy konkretnymi wypowiedziami. Na szczęście nie ma tego za dużo, ale dawno już nie widziałem równie szarpanych rozmów.


Śledztwo na telefon

Ukryty plan bynajmniej nie jest ukrytą perłą interaktywnej rozrywki – za dużo polega na technologicznych ciekawostkach, nie spełnia pełni fabularnego potencjału, ani nie oszałamia swoją stroną artystyczną. Niemniej uważam, iż tytuł ten absolutnie nie zasługuje na swój los i tym tekstem chciałbym go choć na moment wyrwać z czeluści zapomnienia. To przyjemny thriller, który oferuje mimo wszystko całkiem interesującą intrygę i mnogość ścieżek, którymi możemy podążyć – a już zwłaszcza, kiedy do grania zasiądziemy wspólnie z przyjaciółmi. Inna kwestia, iż zagranie dziś w Ukryty plan jest delikatnie problematyczne. Gra dostępna jest w tej chwili wyłącznie z drugiej ręki, a wymaganą do rozgrywki aplikację pobrać trzeba z nieoficjalnego źródła, co zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko i dodatkowy dreszczyk emocji. Cóż, w końcu to dreszczowiec…

Przeczytaj także

The Dark Pictures Anthology: Little Hope – recenzja (PC). Nadzieja warta utrzymania


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Idź do oryginalnego materiału