
Wygląda obłędnie, kosztował fortunę, ale przez lata był wyśmiewany. USS Zumwalt (DDG-1000), czyli najbardziej futurystyczny niszczyciel w historii amerykańskiej marynarki wojennej, właśnie zaliczył swój wielki powrót. Z bronią hipersoniczną na pokładzie.
Serwisy społecznościowe obiegły zdjęcia, na które miłośnicy okrętów i marynarki czekali od dawna. Charakterystyczna, cyberpunkowa, cięta sylwetka USS Zumwalt wpłynęła na fale w pobliżu stoczni Ingalls Shipbuilding w Pascagoula w stanie Mississippi.
USS Zumwalt (DDG 1000) na pierwszym rejsie po modernizacji. Fot. Huntington Ingalls IndustriesPo niemal trzech latach spędzonych w suchym doku, USS Zumwalt w końcu wypłynął na otwarte wody. To nie był jednak zwykły przegląd techniczny. Jednostka przeszła operację przeszczepu serca, dzięki której z drogiej ciekawostki stanie się jedną z najgroźniejszych platform bojowych na świecie. Wszystko za sprawą technologii hipersonicznej, która na nowo definiuje pojęcie szybkości na polu walki.
Historia tego okrętu to opowieść o wielkich ambicjach i jeszcze większych problemach. USS Zumwalt od początku miał być rewolucją. Jego kadłub typu tumblehome (zwężający się ku górze) oraz ogromne płaszczyzny kadłuba sprawiają, iż na radarach przeciwnika ten 180-metrowy kolos wygląda jak niewielka łódź rybacka.
USS Michael Monsoor (DDG 1001), okręt klasy Zumwalt Problem polegał na tym, iż przez lata jego główne uzbrojenie pozostawało bezużyteczne. Pierwotnie zainstalowane dwa systemy dział Advanced Gun System (AGS) kalibru 155 mm miały strzelać inteligentną amunicją na odległość ponad 100 km. Projekt jednak zarzucono, gdy okazało się, iż jeden pocisk kosztuje blisko milion dolarów, niemal tyle, co pocisk manewrujący Tomahawk. Od czasu wejścia do służby w 2016 r. okręt był więc raczej ciekawostką i obiektem żartów.
Operacja na otwartym kadłubie i pożegnanie z armatami
Decyzja Marynarki Wojennej USA była śmiała: wyciąć to, co nie działa i zastąpić to technologią przyszłości. Od sierpnia 2023 r. w stoczni trwały intensywne prace nad demontażem obu systemów wieżowych kalibru 155 mm.
USS Zumwalt (DDG 1000) W ich miejsce zainstalowano cztery ogromne silosy rakietowe. Każda z wyrzutni jest w stanie pomieścić trzy pociski typu Conventional Prompt Strike (CPS). Oznacza to, iż USS Zumwalt będzie dysponował salwą 12 hipersonicznych pocisków manewrujących, zdolnych do rażenia celów z prędkością przekraczającą Mach 5.
To broń, przed którą obecne systemy obrony przeciwlotniczej są praktycznie bezbronne. Dzięki temu niszczyciel zmienia swoją rolę i z okrętu wsparcia ogniowego dla piechoty morskiej staje się okrętem o znaczeniu strategicznym.
Więcej na Spider’s Web:
Conventional Prompt Strike: Hipersoniczny młot floty
System Conventional Prompt Strike (CPS) to technologiczna nowość w amerykańskiej armii, za którego rozwój odpowiada zbrojeniowy gigant Lockheed Martin (główny integrator systemu) we współpracy z firmą Northrop Grumman, dostarczającą potężne silniki rakietowe na paliwo stałe.
Nie jest to klasyczna rakieta, ale zaawansowany system typu boost-glide, co przetłumaczyć można jako rakieta (start) i szybowanie (lot do celu). Składa się on z dwustopniowego silnika startowego oraz kluczowego elementu, wspólnej dla marynarki i wojsk lądowych głowicy szybującej C-HGB (Common Hypersonic Glide Body).
Pocisk Conventional Prompt Strike.To właśnie ten pojazd szybujący, po wyniesieniu na odpowiednią wysokość przez rakietę, oddziela się od napędu i pędzi (szybuje) w stronę celu, manewrując w górnych warstwach atmosfery.
Dzięki nieprzewidywalnej trajektorii lotu, system Conventional Prompt Strike jest w stanie oszukać choćby najbardziej zaawansowane systemy antyrakietowe świata.
Głowica szybująca C-HGB (Common Hypersonic Glide Body).Oficjalnie potwierdzono, iż pocisk osiąga oszałamiające Mach 17 (21 tys. km/h, czyli 5,8 km/s!). Choć dokładna masa głowicy bojowej pozostaje ściśle tajna, przyjmuje się, iż jest to ładunek o dużej skali, zaprojektowany tak, by wykorzystywać potężną energię kinetyczną do niszczenia twardych celów, takich jak podziemne bunkry czy centra dowodzenia. Cały pocisk waży blisko 8 t.
To sprawia, iż USS Zumwalt wyposażony w 12 takich pocisków staje się platformą o znaczeniu strategicznym, zdolną do błyskawicznego wyeliminowania kluczowej infrastruktury wroga z dystansu, który zapewnia okrętowi bezpieczeństwo.
Nowe życie klasy Zumwalt
Modernizacja USS Zumwalt to dopiero początek. Trzecia jednostka z serii, USS Lyndon B. Johnson (DDG-1002), już znajduje się w stoczni Ingalls, gdzie przechodzi proces aktywacji systemów bojowych i montażu pocisków Conventional Prompt Strike.
Z kolei USS Michael Monsoor (DDG-1001), stacjonujący w tej chwili w San Diego, niedługo dołączy do swoich braci, aby również otrzymać hipersoniczne pazury. W ten sposób trzy najbardziej zaawansowane okręty świata stworzą elitarną grupę uderzeniową, której celem będzie odstraszanie na Pacyfiku.
Kapitan Clint Lawler, menedżer programu klasy Zumwalt, podkreśla, iż odzyskanie przestrzeni po ogromnych magazynach amunicji 155 mm otworzyło przed inżynierami nowe możliwości. Część miejsca pod pokładem została już wykorzystana na systemy obsługi broni Conventional Prompt Strike, ale reszta pozostaje rezerwą na przyszłość. Może to oznaczać instalację laserów bojowych lub innych systemów energetycznych, do których zasilania Zumwalt nadaje się idealnie dzięki swojej ogromnej elektrowni okrętowej generującej aż 78 megawatów mocy.














