Magin: The Rat Project Stories – recenzja gry. Tyle lat czekania

1 godzina temu

Magin: The Rat Project Stories zaczynał jako fanowski projekt tworzony w RPG Makerze przez społeczność Hajsowników. Widzowie Tomasza Działowego nieraz udowadniali, iż są niezwykle kreatywni, ale w 2017 roku chyba nikt nie spodziewał się, iż gra robiona dla zabawy na streamach zmieni się w pełnoprawny komercyjny tytuł.

Droga do tego była jednak długa i wyboista. Im bardziej rozrastał się Projekt Szczur, tym trudniejsze stawały się prace nad nim. To, co miało być prostym RPG-iem na popularnym silniku, zaczęło przypominać pełnoprawną grę stojącą na własnych nogach. Ludzi przy projekcie stopniowo ubywało i ostatecznie została tylko garstka osób z ambicją, żeby doprowadzić wszystko do końca.

Twórcy uruchomili zbiórkę na Kickstarterze, którą przy wsparciu Gimpera udało się domknąć. Po wielu latach pracy, problemów i opóźnień, efekt działań ekipy The Rat Project ujrzał światło dzienne 29 kwietnia 2026 roku. Jak więc prezentuje się produkcja tworzona przez tyle lat? Sprawdźmy.

Gatunkowo tytuł jest połączeniem gry przygodowej, karcianki i RPG-a z dużym naciskiem na fabułę. Gameplay łączy elementy klasycznego point and clicka z systemem wyborów moralnych wpływających na przebieg historii. Walki przybierają formę karcianki przypominającej trochę Slay the Spire. Nowe karty zdobywamy wraz z postępem fabularnym albo kupujemy je u handlarzy. Problem w tym, iż samych kart nie ma zbyt wiele. Przez to możliwości budowania talii wydają się dosyć ograniczone.

Fabuła Magin: The Rat Project Stories to zdecydowanie najmocniejszy punkt gry. Główny bohater, Elester, należy do Syndykatu, organizacji zrzeszającej poszukiwaczy przygód wykonujących różne zlecenia w mieście. Daleko im jednak do klasycznych bohaterów. To bardziej grupa najemników pilnujących porządku, dopóki jest im to na rękę.

Fot. Kadr z gry

Sam Elester to typowy protagonista mrocznego fantasy. Małomówny, mrukliwy i tajemniczy, z tendencją do rzucania kąśliwych uwag. Mimo wszystko widać, iż ma serce po adekwatnej stronie. Choć oczywiście wiele zależy od decyzji gracza. Charakter bohatera mocno wiąże się z traumą z dzieciństwa i właśnie rozwiązanie tej tajemnicy napędza całą historię.

Gra wręcz ocieka klimatem dark fantasy. Średniowieczne miasta, brudne uliczki i gburowatość większości mieszkańców budują ciężką atmosferę. Momentami całość potrafi być wręcz depresyjna. Klimat Magin świetnie podkreśla też oprawa graficzna stylizowana na komiks. Toporna kreska i ciemna kolorystyka dobrze współgrają z ponurym światem. Komiksowe kadry podczas scen fabularnych dodatkowo pomagają wczuć się w historię.

Warto wspomnieć o Esencji, która jest jedną z najważniejszych mechanik gry. To energia obecna w świecie przedstawionym, występująca w dwóch odmianach. Esencja Kresu wzmacniana jest przez strach, natomiast Esencja Istnienia – przez odwagę. Rodzaj zbieranej esencji zależy od naszych decyzji.

Mapa świata gry

Mechanika jest ciekawie powiązana z kartami. Niektóre zdolności aktywują się tylko przy konkretnym rodzaju esencji, a same karty mają dwie strony z różnymi efektami. Decyzje wpływają na esencję, esencja na karty, a karty na styl gry. Bardzo podoba mi się taka sieć zależności.

Niestety gra ma też swoje problemy. Największym z nich jest tempo rozgrywki. Wszystko jest powolne. Poruszanie się, walki, scenki fabularne – całość momentami zwyczajnie się ciągnie. Owszem, istnieje przycisk biegu, ale moim zdaniem przyspiesza za mało. Cutscenki można pomijać, tylko iż wtedy tracimy sporą część fabuły, która jest przecież jedną z największych zalet gry.

Same walki również bywają problematyczne. Jako fan karcianek muszę przyznać, iż starcia są po prostu mało dynamiczne. Dało się zrobić to lepiej.

Fot. Szkic koncepcyjny

Drugim dużym problemem jest balans. Kilka walk zostało zaprojektowanych w bardzo niesprawiedliwy sposób, szczególnie na początku gry, kiedy mamy jeszcze mało kart. Trafiają się przeciwnicy tak mocni, iż kilka możemy zrobić poza liczeniem na dobre RNG. Po kilku przegranych potrafi to mocno zirytować.

Początek gry też nie należy do najbardziej ekscytujących. Mamy sporo chodzenia w kółko i wykonywania mało interesujących zadań, zanim fabuła naprawdę ruszy. To problem wielu RPG-ów, ale tutaj również jest odczuwalny.

Podsumowując – Magin: The Rat Project Stories to projekt stworzony z ogromnej pasji i determinacji. I już za samo to należy się ekipie szacunek. Na szczęście poza ciekawą historią powstania dostaliśmy też naprawdę solidne dark fantasy z własnym klimatem i kilkoma interesującymi pomysłami. Gra cierpi na problemy z tempem i balansem, ale nie są to wady całkowicie przekreślające całość. Ostateczny werdykt? Warto dać tej produkcji szansę.


Fot. główna. Materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału