Niby gamingowe, ale kupiłbym je nie tylko do grania. Test Beyerdynamic MMX 150 Wireless

2 godzin temu

Beyerdynamic MMX 150 Wireless to słuchawki dla graczy za 749 złotych, które nie próbują oślepiać podświetleniem RGB ani udawać sprzętu z esportowej reklamy. Zamiast tego stawiają na schludny design, wygodę, długi czas pracy, dobry mikrofon i brzmienie, przez które po zakończeniu rozgrywki wcale nie chce się ich zdejmować.

Zawartość opakowania

W pudełku z Beyerdynamic MMX 150 Wireless znajdziemy w zasadzie wszystko, czego potrzeba do korzystania ze słuchawek w różnych scenariuszach. Producent dorzuca odpinany mikrofon na pałąku, niskoopóźnieniowy adapter USB-C, przejściówkę z USB-A na USB-C, przewód USB-C oraz kabel USB-C do jack 3,5 mm. Dzięki temu zestaw od razu nadaje się do pracy z komputerem, konsolami Xbox, PlayStation i Switch, telefonami z iOS i Androidem lub sprzętem audio z klasycznym gniazdem słuchawkowym.

Beyerdynamic MMX 150 Wireless – wygląd i jakość wykonania

Beyerdynamic MMX 150 Wireless nie są kolejnym odpustowym headsetem dla graczy. Nie ma tu podświetlenia RGB, agresywnych przetłoczeń, dziwnych wstawek ani kontrowersyjnej estetyki. To słuchawki gamingowe, ale zaprojektowane z dużą powściągliwością, charakterystyczną raczej dla rozwiązań dla audiofili.

Konstrukcja jest zamknięta, wokółuszna i dość lekka – jej masa wynosi około 336 gramów. Producent wykorzystał sporo tworzywa sztucznego, co z jednej strony odbiera im nieco studyjnej szlachetności znanej z droższych modeli Beyerdynamica, ale z drugiej ma bardzo praktyczny skutek. MMX 150 Wireless nie męczą głowy po kilkudziesięciu minutach. Metalowe jarzma dodają całości sztywności tam, gdzie faktycznie ma to znaczenie, a spasowanie elementów nie budzi zastrzeżeń. Najważniejsza jest jednak wygoda.

Miękkie, welurowe nausznice z pianką zapamiętującą kształt głowy robią świetną robotę. Słuchawki dobrze otulają uszy, nie dociskają przesadnie czaszki i nie powodują tego irytującego uczucia, iż po godzinie trzeba je zdjąć choćby na chwilę. Zauważyłem jednak, iż o ile nausznice w kwietniu dawały sporo pożądanego „ciepełka”, to w letnie upalne dni niektórym może być w nich wręcz zbyt ciepło.

Doceniam też obecność odpinanego mikrofonu. Po jego wypięciu MMX 150 Wireless wyglądają po prostu jak klasyczne słuchawki wokółuszne.

Łączność i obsługa. Duża elastyczność, ale nie bez zgrzytów

Beyerdynamic MMX 150 Wireless można podłączyć na kilka sposobów i to jedna z ich największych zalet. Do dyspozycji jest Bluetooth, przewód USB-C oraz klasyczny jack 3,5 mm. W praktyce oznacza to, iż jednym zestawem można obsłużyć komputer, konsolę, telefon, tablet czy przenośną konsolkę. To bardzo wygodne, zwłaszcza o ile ktoś nie chce mieć osobnych słuchawek do grania, pracy i muzyki.

W trybie bezprzewodowym na szczególną uwagę zasługuje niskie opóźnienie transmisji dźwięku dzięki dodatkowemu donglowi (do 30 ms). W grach ma to znaczenie, bo opóźnienie między obrazem a dźwiękiem potrafi zepsuć zabawę bardziej, niż sugerowałaby sama specyfikacja. Tutaj problem nie rzuca się w uszy, pomimo braku łączności Wi-Fi. Efekty, dialogi i akcja na ekranie są ze sobą dobrze zsynchronizowane, co docenią zarówno osoby grające sieciowo, jak i te, które po prostu nie tolerują rozjechanego audio.

Jest jednak pewien haczyk. Bez dongla użytkownik zostaje z kodekiem SBC, a to w sprzęcie za 749 złotych brzmi już mniej imponująco. Brak wsparcia dla kodeków LDAC i aptX HD jest mankamentem. Powiedzmy sobie jednak otwarcie: mniejsza część potencjalnych użytkowników tych słuchawek będzie w stanie usłyszeć różnicę, więc możliwe, iż to wada tylko teoretyczna.

Obsługa słuchawek jest bajecznie prosta. Pokrętło głośności działa intuicyjnie, mikrofon można gwałtownie wyciszyć, a odpinany pałąk sprawia, iż słuchawki łatwo dostosować do preferencji użytkowych.

Brzmienie w grach nie rozczarowuje, a to sprawa kluczowa

Beyerdynamic MMX 150 Wireless nie są typowymi gamingowymi słuchawkami, które próbują przykryć wszystko napompowanym basem. To zdecydowanie bardziej uporządkowane, czytelne i dorosłe granie, realizowane za pośrednictwem 40-milimetrowych przetworników dynamicznych. Beyerdynamic stawia tutaj na klarowność, separację tonów i dobre pozycjonowanie źródeł dźwięku.

W grach ma to bardzo praktyczny wymiar. Kroki, przeładowania broni, odgłosy otoczenia czy dialogi są dobrze odseparowane od reszty miksu. Nie ma wrażenia, iż wszystkie efekty walczą ze sobą o miejsce w jednej, głośnej ścianie dźwięku. Scena jest szeroka jak na zamknięte słuchawki, a lokalizacja kierunków wypada pewnie. Nie zastąpi to oczywiście otwartych, stricte audiofilskich konstrukcji, ale jak na gamingowy headset jest naprawdę dobrze.

To świetne słuchawki do gier, w których liczy się orientacja w przestrzeni. W strzelankach łatwiej wyłapać, skąd dochodzi przeciwnik, a w grach przygodowych i RPG przyjemnie czuć warstwowość otoczenia. Słychać, iż Beyerdynamic chciał zrobić sprzęt precyzyjny, a nie tylko efektowny.

Brakuje natomiast wsparcia dla rozpoznawalnych technologii dźwięku przestrzennego pokroju DTS Headphone:X czy THX Spatial Audio. Dla części użytkowników nie będzie to problem, bo dobra stereofonia często jest lepsza niż kiepsko zrobiona wirtualizacja. Mimo wszystko w tej cenie konkurencja potrafi oferować bardziej rozbudowane pakiety funkcji dla graczy. I to trzeba zapisać po stronie minusów.

Brzmienie w muzyce i filmach? To słuchawki nie tylko do grania

To jeden z gamingowych headsetów, których spokojnie można używać także do muzyki i filmów. Całe szczęście, bo czy ktokolwiek wydając 749 złotych oczekiwałby czegoś innego?!

Bas jest energiczny, ale nie zalewa reszty pasma. Nie jest to dudniące, kinowe łupnięcie dla fanów przesadzonego efektu wow. Niskie tony są raczej sprężyste, dobrze kontrolowane i przyjemnie podbite, ale bez robienia z każdego utworu pokazu możliwości dolnej części pasma. W grach eksplozje mogłyby mieć czasem trochę więcej masy, ale przy dłuższym słuchaniu muzyki taka charakterystyka okazuje się mniej męcząca.

Najlepiej wypada środek pasma. Wokale są czytelne, dialogi w grach i filmach brzmią naturalnie, a instrumenty nie giną pod warstwą sztucznie dopompowanego basu. To właśnie tutaj czuć, iż Beyerdynamic nie zapomniał, skąd się wywodzi. MMX 150 Wireless potrafią grać czysto, dynamicznie i z dobrą separacją.

Góra pasma jest wyraźna i potrafi dodać brzmieniu powietrza, choć osoby wrażliwe na jaśniejsze strojenie mogą momentami uznać ją za zbyt nachalną. Nie jest to jednak poziom, który psuje odbiór. Bardziej kwestia gustu i źródła dźwięku. W grach detaliczność działa na korzyść słuchawek, w muzyce czasem można skorzystać z equalizera, o ile ktoś woli łagodniejsze granie.

Ogólnie: MMX 150 Wireless brzmią bardziej jak uniwersalne słuchawki z mikrofonem niż typowy headset do grania. I to jest komplement.

Mikrofon. Odpinany, wygodny i naprawdę przyzwoity

Dołączony mikrofon META VOICE jest odpinany, co samo w sobie zasługuje na plus. Nie każdy chce chodzić po mieszkaniu ze stałym pałąkiem przy twarzy, zwłaszcza gdy słuchawki mają służyć także do muzyki albo rozmów poza grami.

Jakość mikrofonu jest dobra. Głos brzmi czysto, zrozumiale i wystarczająco naturalnie, żeby bez problemu prowadzić komunikację w grach, spotkania online czy rozmowy na Discordzie. To nie jest poziom osobnego mikrofonu USB ani tym bardziej porządnego mikrofonu XLR, ale w kategorii headsetów gamingowych Beyerdynamic wypada naprawdę solidnie.

Mikrofon dobrze zbiera głos i nie robi z niego metalicznej papki. To ważne, bo w wielu słuchawkach gamingowych za podobne pieniądze mikrofon przez cały czas brzmi tak, jakby rozmówca siedział pod wiadrem. Tutaj tego problemu nie ma. Funkcja odsłuchu własnego głosu także się przydaje, bo pozwala mówić naturalniej i nie przekrzykiwać samego siebie.

Maksym Słomski · Beyerdynamic MMX 150 Wireless audio z mikrofonu

Dla streamera lub twórcy internetowego będzie to raczej rozwiązanie awaryjne. Dla gracza, osoby pracującej zdalnie i użytkownika Discorda – w zupełności wystarczy.

Bateria. Tu Beyerdynamic wspiął się na wyżyny

Czas pracy na baterii to jedna z najmocniejszych stron Beyerdynamic MMX 150 Wireless. Na papierze wynik do 50 godzin działania na jednym ładowaniu robi bardzo dobre wrażenie. W praktyce oznacza to, iż nie trzeba nerwowo sprawdzać poziomu baterii przed każdą sesją.

Słuchawki ładowałem szalenie rzadko, a wynik na poziomie 50 godzin osiągałem choćby na mocno podbitej głośności. Szybkie ładowanie pozwala uratować sytuację, gdy przed rozgrywką okaże się, iż zapomnieliśmy naładować sprzęt.

Pod tym względem Beyerdynamic wypada lepiej niż wielu konkurentów. RGB może i wygląda fajnie na pudełku, ale długi czas pracy jest ważniejszy.

Aplikacja to chyba najsłabszy element całej układanki

Gdyby oceniać same słuchawki, trudno byłoby się do nich mocno przyczepić. Problem zaczyna się przy oprogramowaniu. Brak aplikacji na Windowsa w sprzęcie gamingowym jest mówiąc delikatnie rozczarowujący. Sięganie po telefon tylko po to, żeby zmienić ustawienia headsetu dla PC, jest po prostu absurdalne. To właśnie użytkownicy komputerów najczęściej będą przecież chcieli gwałtownie zmieniać profile, dopasowywać equalizer do gier, aktualizować firmware czy kontrolować ustawienia mikrofonu.

Aplikacja mobilna na iOS i Androida spełnia podstawowe zadania, ale nie daje poczucia obcowania z dopracowanym centrum konfiguracji. Equalizer jest prosty, ustawień nie ma przesadnie wiele, a całość wypada skromnie na tle konkurencji, która potrafi oferować osobne profile do gier, rozbudowaną kontrolę mikrofonu, presety przestrzenne i integrację z systemem.

Nie jest to wada, która przekreśla słuchawki, bo bazowe brzmienie jest na tyle dobre, iż nie trzeba go ratować oprogramowaniem. Mimo wszystko w cenie 749 złotych można oczekiwać czegoś więcej niż aplikacji zrobionej po to, żeby była.

Beyerdynamic MMX 150 Wireless – czy warto kupić?

Beyerdynamic MMX 150 Wireless kupiłbym dlatego, iż po kilku dniach przestałem traktować je jak słuchawki gamingowe. Zacząłem patrzeć na nie jak na uniwersalne, niebywale wygodne, choć lekko dogrzewające uszy słuchawki do wszystkiego. Brzmią czysto, mają świetny środek pasma, dobry mikrofon i baterię, o której można na długo zapomnieć. Nie męczą nachalnym basem, odpustowym podświetleniem RGB ani sztucznym dźwiękiem przestrzennym.

Najbardziej boli brak aplikacji na Windowsa, podstawowy equalizer w aplikacji mobilnej i słaby zestaw kodeków bez dongla. Przy cenie 749 złotych można wymagać więcej.

Mimo to Beyerdynamic MMX 150 Wireless zostawiły po sobie bardzo dobre wrażenie. To headset dla osób, które po wyłączeniu gry nie chcą od razu zdejmować słuchawek z głowy. I chyba właśnie w tym chyba tkwi ich największa siła. Są szalenie uniwersalne.

Mocne strony:

  • przyjemne brzmienie, nie tylko w grach
  • energiczny bas, świetny, czysty środek pasma
  • dobra jakość i wysoka estetyka wykonania
  • bardzo wygodne – choć ciepłe – nausznice
  • tryb bezprzewodowy Bluetooth 5.3, Bluetooth z donglem i mniejszym opóźnieniem oraz przewodowe USB-C i jack 3,5 mm
  • dobrej klasy odpinany mikrofon
  • rewelacyjny czas działania na baterii
  • szybkie ładowanie
  • niskie opóźnienia w transmisji dźwięku dzięki donglowi

Słabe strony:

  • brak aplikacji na systemy Windows
  • przeciętna aplikacja mobilna i podstawowy equalizer
  • kodek SBC to trochę mało bez dongla
audioBeyerdynamic
Idź do oryginalnego materiału