
Kiedy co roku EA i Codemasters wypuszczają kolejną odsłonę serii F1, moje emocje są trochę jak na starcie Grand Prix – mieszanka ekscytacji i lekkiej niepewności. Czy tym razem dostanę grę, która sprawi, iż poczuję się jak na prawdziwym torze? Czy wreszcie zobaczę coś więcej niż tylko kosmetyczne zmiany? I najważniejsze – czy uda mi się poczuć to coś, co czuję, oglądając Alonso walczącego w zielonym bolidzie Aston Martina?
Odpowiedź jest prosta – F1 25 to krok naprzód, którego fani naprawdę potrzebowali.
Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2025

Realizm, który czuć w dłoniach
Pierwsze okrążenia spędziłem, jak zawsze, w Bahrajnie. I powiem wam – różnica w stosunku do poprzednich odsłon jest natychmiast wyczuwalna. Bolid nie jest już „przyklejony” do asfaltu. Każde hamowanie wymaga czujności, każde dodanie gazu potrafi zakończyć się uślizgiem tylnej osi. Model opon zachowuje się wreszcie tak, jak tego oczekiwaliśmy – miękkie gwałtownie się nagrzewają, ale równie gwałtownie tracą przyczepność, a twarde dają stabilność kosztem szybkości.

To sprawia, iż wyścig to już nie tylko walka z przeciwnikami, ale też z własnym bolidem i jego charakterystyką. I tu, jako fan Alonso, miałem uśmiech na twarzy – w końcu mogłem poczuć, co znaczy maksymalizowanie każdego okrążenia, balansowanie na granicy i szukanie przewagi w detalach.

Tory jak żywe
Jednym z największych atutów F1 25 jest to, jak prezentują się tory. LIDAR-scany robią swoje – Spa, Suzuka czy Melbourne wyglądają po prostu obłędnie. Każda nierówność, każdy krawężnik, każda zmiana nachylenia jest odwzorowana z chirurgiczną precyzją. Gdy odpaliłem powtórkę i spojrzałem na przejazd z kamer telewizyjnych, miałem wrażenie, iż oglądam prawdziwe Grand Prix.

Ale wisienką na torcie są odwrócone układy torów. Silverstone w drugą stronę? To zupełnie nowe doświadczenie. Zandvoort na wspak? Nagle znajome zakręty zmieniają charakter i wymagają zupełnie innych technik jazdy. To świetny pomysł, który daje poczucie świeżości i sprawia, iż seria nie stoi w miejscu.

My Team 2.0 – wreszcie pełne zarządzanie
Przyznam szczerze – tryb My Team był dla mnie zawsze takim trochę zbędnym dodatkiem. Fajnie, iż można było zbudować własny zespół, ale w praktyce sprowadzało się to głównie do odhaczania kolejnych opcji. W F1 25 jest inaczej.
Teraz naprawdę można się poczuć jak właściciel zespołu, trochę jak Lawrence Stroll, a nie tylko kolejny kierowca na liście. Mogę podejmować decyzje strategiczne, zarządzać budżetem, rozwojem technologicznym i – co najważniejsze – kontrolować obu kierowców podczas weekendu wyścigowego. To zupełnie zmienia podejście do gry. Wreszcie muszę myśleć nie tylko o sobie, ale też o tym, jak ustawić cały team, żeby zdobywać punkty. To satysfakcjonuje i daje poczucie prawdziwego menedżera F1.

Braking Point 3 – emocje jak w serialu
Tryb fabularny wraca i to z przytupem. Braking Point 3 kontynuuje historię Callie i Aidena, ale tym razem daje nam większą swobodę wyboru – możemy decydować, którą z postaci wolimy prowadzić przez wydarzenia sezonu. I choć wiem, iż część graczy traktuje to jako zbędny dodatek, dla mnie to świetna okazja, by poczuć dramatyzm F1 od kulis.
To trochę jak „Drive to Survive” w wersji interaktywnej – mamy intrygi, konflikty i emocje większe niż same wyniki na torze. A najlepsze jest to, iż historia nie ma jednego zakończenia – nasze decyzje mają realne konsekwencje.

Połączenie z filmem F1
Jednym z bardziej nietypowych dodatków jest integracja z filmem „F1: The Movie”. Początkowo podchodziłem do tego sceptycznie – bałem się, iż to tylko marketingowa wrzutka. Ale w praktyce to naprawdę interesujący bonus. Możliwość wcielenia się w postacie filmowe, jak Sonny Hayes czy Joshua Pearce, to miły smaczek. Scenariusze filmowe dodają trochę hollywoodzkiej dramaturgii, a jednocześnie świetnie komponują się z resztą gry. To nie jest coś, dla czego kupiłbym F1 25, ale cieszę się, iż to dodali.

Multiplayer i F1 World
Jeśli jednak ktoś woli rywalizację z żywym przeciwnikiem – F1 25 też nie zawodzi. Multiplayer działa stabilnie, a wyścigi w F1 World to miejsce, gdzie adrenalina naprawdę rośnie. Nic nie daje tyle frajdy, co ściganie się z innymi fanami, którzy – podobnie jak ja – marzą o podium dla swojego ulubionego zespołu. Tutaj gra pokazuje, iż może być nie tylko symulacją dla samotnika, ale też platformą do prawdziwej rywalizacji.

Podsumowując
F1 25 to najlepsza odsłona serii od lat. Wreszcie czuć, iż twórcy zrozumieli, czego chcą fani – realizmu w prowadzeniu, głębszego zarządzania zespołem i świeżości w trybach gry. Każdy element został doszlifowany – od fizyki, przez tory, aż po oprawę graficzną.
Jako fan Aston Martina mogłem poczuć się, jakbym naprawdę jechał w zielonym bolidzie po zwycięstwo. Jako fan Alonso – jakbym miał szansę wcielić się w niego, walczyć łokieć w łokieć i wycisnąć z bolidu 110%. A jako gracz – po prostu świetnie się bawiłem.
To gra, która spełnia marzenia fana F1. I jeżeli kochasz ten sport tak jak ja – nie możesz jej przegapić.

EA F1 25
Plus:
- Model jazdy – wymagający, ale niezwykle satysfakcjonujący,
- LIDAR-scany i odwrócone układy torów,
- Tryb My Team 2.0 – pełnoprawny menedżer zespołu,
- Powrót fabuły w Braking Point i integracja z filmem.
Minus:
- Brak wersji na starsze konsole – jeżeli nie masz next-gena lub mocnego peceta, odpadasz,
- Braking Point nie każdemu przypadnie do gustu – to bardziej serial niż symulacja,
- Dla purystów symulacji pewne elementy mogą wydawać się „zbyt rozrywkowe”.
Dostępność PS 5, Windows i Xbox
Jeśli artykuł EA F1 25 – oczami fana F1, Aston Martina i Fernando Alonso nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

45 minut temu














