
Pragmata to zaskoczenie niemal na miarę Exedition 33. Japońscy mistrzowie wzięli na tapet cholernie trudny temat, świadomie wchodząc na pole minowe. Poradzili sobie sobie jednak wybitnie, dzięki czemu mamy kandydata na grę roku w kategoriach narracja oraz akcja.
Na szeroko rozumianym Zachodzie to by raczej nie przeszło. Nie teraz. Nie przy aktualnym dyskursie publicznym. W Pragmata mamy do czynienia z sytuacją, gdzie obcy facet (Hugh) zaczyna opiekować się małą dziewczynką (Diana), wchodząc z nią w nieustanne fizyczne interakcje. Mała jest uwieszona na szyi głównego bohatera, noszona na plecach, razem się bawią. Stwierdzenie narracyjnego faktu, iż dziecko to cyborg, nie trafia do każdego.
Mistrzowie z Capcomu świadomie wchodzą na to wizerunkowe pole minowe, mając w nosie zachodnie niuanse polityczne oraz skandale obyczajowe. Japończycy chcą po prostu opowiedzieć piękną historię, trafiając z nią do typowego gracza. Takiego, w którym odruchy pomocy, opiekuńczości oraz współczucia nie są niczym nadzwyczajnym.
W rezultacie Pragmata to najlepszy „symulator ojcostwa” od czasu God of War. Tylko, iż tym razem mamy mała księżniczkę


W God of War mrukliwy Kratos opiekował się swoim nastoletnim chłopcem, wykazując twardą rękę. Uczył go polować i zabijać, srogo karcił za niepowodzenia, był oszczędny w pochwałach. Pragamata znajduje się na drugim końcu wychowawczego spektrum. Główny bohater Hugh – poczciwy i bardzo wiarygodnie napisany – rozpieszcza małą, tak jak niemal każdy ojciec chce rozpieszczać swoją księżniczkę. Różnica względem God of War jest aż nadto widoczna.
Relacja cyborg – bohater to narracyjny filar Pragmaty. Sympatyczna para non stop wchodzi ze sobą w interakcje. Rozmawia podczas eksploracji, bawi się w bezpiecznej bazie wypadowej, komentuje swoje poczynania. Relacja obu postaci jest tak naturalna i tak wiarygodna, iż ogląda się to jak dobrze zagrany film. Tak jak w filmie, relacja jest wystawiona na wiele prób, momentami ściskając gracza za wrażliwe serce.
Nie wiem, czy to kwestia tego, iż sam jestem facetem, ale Pragmata potężnie ze mną rezonuje. Oglądając materiały reklamowe gry, nie trafiała do mnie wizja niańczenia Diany. Wystarczyło jednak 10 minut spędzonych razem i od razu wiedziałem: oddam za tego małego cyborga własne życie. Będę go bronił własną piersią, do ostatniego tchu.
Nieoczekiwana relacja idzie w parze z eksploracją stacji na Księżycu, nieco w stylu Dark Souls
Zadanie miało być proste: lądujemy na bazie na Księżycu, dokonujemy napraw na zlecenie wielkiej korporacji, wracamy na Ziemię. Klasyczna robótka. Na miejscu okazuje się, iż po mieszkańcach nie ma ani śladu. Za to roboty i droidy zarządzane przez AI (dzięki Altman!) traktują nas jak wrogów, zawzięcie broniąc sekretów stacji. Wyłącznie Diana jest przyjaźnie nastawiona i to ona stanowi nasz klucz do przetrwania. Hakuje bowiem wrogie jednostki, sprawiając, iż są podatne na obrażenia.


Pragmata została rozbita na wiele poziomów o małej wielkości, do których dociera się bezpośrednio z bezpiecznej bazy wypadowej. Tam też wracamy, wymieniając zdobyte punkty na ulepszenia głównego bohatera, posiadanych broni, pancerza oraz umiejętności Diany. Zyskując nowe skille, odblokowujemy sobie dostęp do nowych obszarów w znanych poziomach, na modłę metroidvanii. Gracze lubiący zaglądać w każdy kąt mają sporo skarbów od odnalezienia.
W przeciwieństwie do Resident Evil, Pragmata to produkcja silnie wertykalna. Sporo tutaj skakania między platformami, plecaków odrzutowych, lewitowania oraz docierania do dalekich, odległych balkonów. Dzięki temu eksploracja jest ciekawsza, do tego nabiera unikalnego, „księżycowego” charakteru. Niektóre poziomy są naprawdę skomplikowane, dlatego mamy autentyczną frajdę z odnalezienia wszystkich łupów.
Co ważne, każda minuta spędzona na zwiedzaniu stacji zwraca się graczowi. choćby jeżeli nie posuwamy do przodu fabuły, to zbieramy ulepszenia oraz punkty doświadczenia. Twórcy przygotowali masę elementów do rozwoju. Co za tym idzie, poczucie progresu jest permanentne. Czasem będzie to zupełnie nowa zdolność hakowania Diany, czasem dodatkowy nabój w komorze strzelby, ale zawsze czujemy, iż coś się dzieje.
Walka to trzeci świetnie dopracowany moduł gry. Wyobraźcie sobie połączenie Resident Evil 4 z Puzzle Quest
Klasyczne bronie praktycznie nie robią krzywdy droidom. Tutaj niezbędna jest Diana, (niemal) stale towarzysząca głównemu bohaterowi. Cyborg w ciele dziewczynki hakuje wrogie jednostki, otwierając ich wytrzymałe obudowy. Samo hakowanie to proces, podczas którego gracz musi gwałtownie zbudować ścieżkę z punktu A do punktu B, na specjalnej planszy, gdy świat dookoła znacznie zwalnia.


Brzmi jak zbędny bajer, ale w kapitalny sposób dodaje walce głębi. Z czasem Diana i Hugh odblokowują masę węzłów, nadających hakowanym wrogom rozmaite efekty. Przykładowo, jeden hack rozszerza się na sąsiednie roboty, co stanowi wybawienie podczas starć z grupą przeciwników. Inne obniżają wartość pancerza droidów albo je spowalniają. Wybór adekwatnego wspomagacza podczas kilku sekund na zbudowanie ścieżki to połowa zabawy. Pragmata bywa niezwykle szczodra dla tych graczy, którzy chcą w pełni wykorzystać mechanikę.
Z kolei sam ostrzał to coś, co dobrze znamy z nowszych odsłon Resident Evil. Capcom wie, jak sprawić, aby wpakowywanie pocisków w przeciwników było przyjemne. Hugh stosuje do tego uniki, zastawia pułapki oraz korzysta z prostych buildów, konfigurowanych przed wyjściem z bezpiecznej oazy. Wszystko to świetnie się zazębia, dzięki czemu walka daje bardzo dużo frajdy. choćby podczas starć z odradzającymi się przeciwnikami w lokacjach, które już wcześniej zwiedziliśmy.
Nie sądziłem, iż Pragmata będzie aż tak dobra. Capcom stworzył coś, co zapowiada się na początek uznanej serii
We współczesnej branży gier bardzo trudno zbudować zupełnie nową markę, od zera. Capcom podjął to ryzyko, co się opłaciło, jak wnioskuję po raporcie wstępnej sprzedaży. Pragmata to jedna z najciekawszych gier akcji ostatnich miesięcy, wprowadzająca powiew świeżości do rozgrywki TPP. Bardzo mnie cieszy, iż takie produkcje wciąż powstają. Cieszy mnie też, iż Japońscy producenci potrafią być odporni na zachodnie wpływy, śmiało podążając za swoją wizją.
Boli mnie tylko, iż zaawansowane efekty graficzne na moim PS5 Pro są nieco bez polotu, zwłaszcza w porównaniu do RE Requiem. Czytałem jednak, iż niebawem naprawi to aktualizacja. Gdyby to ode mnie zależało, dodałbym też ze dwie, trzy dodatkowe bronie. Do tego produkcja zdecydowanie za gwałtownie się kończy. Lubię zaglądać w ciemne kąty, a i tak po 14 godzinach widziałem napisy końcowe. Chciałoby się dwa razy tyle.


Największe zalety:
- Najlepszy symulator ojca od czasów God of War (PS4)
- Relacja Diana – Hugh to reżyserski kunszt
- Świetna eksploracja, czerpiąca z metroidvanii
- Hakowanie nadaje walkom dodatkowej głębi, jest fun
- Nieustanny progres. Każda minuta rozgrywki coś daje
- Pętla rozgrywki działa tak, iż nie da się odejść od ekranu
- Ciekawa wizja sci-fi. Niby banał, ale dobrze podany
Największe wady:
- Dosyć krótka. Chciałoby się dwa razy tyle
- Potencjał PS5 Pro niewykorzystany
Ocena recenzenta: 9 na 10
Jeśli szukacie doskonałej przygody dla jednego gracza, w sosie science fiction, Pragmata to pozycja obowiązkowa. Narracja, eksploracja, walka –podstawowe elementy tej produkcji są na mistrzowskim poziomie.
Więcej recenzji gier na Spider’s Web:














