Ożywiłem elektrośmiecia. Konsola za 120 PLN działa teraz tak jak powinna

2 godzin temu

Przed chwilą opisałem, jak zepsułem telefona od Xiaomi. Ale żeby nie było – nie tylko niszczę. Czasem uda mi się coś uratować. Niedawno spędziłem pół dnia z moją konsolą do gier retro i wiecie co? Nie zagrałem w ani jedną grę.

Brzmi jak porażka? Wręcz przeciwnie. To była jedna z najbardziej satysfakcjonujących walk z elektroniką, jaką ostatnio stoczyłem.

Klon klona, czyli chińska incepcja

Wydałem 120 PLN w Chinach na coś, co miało być modelem R36s. Dla niewtajemniczonych: konsola R36s to taki budżetowy król tych najmniej wydajnych handheldów, który sam w sobie nie jest żadną marką premium – on po prostu wybił się na plecach popularnego Anbernica. Kiedy paczka dotarła, okazało się, iż to… podróbka podróbki. Klon wersji R36s.

Urządzenie po dwóch użyciach wylądowało w szafie, bo fabryczny system to była czysta tragedia. Ale ostatnio poczułem, iż mam misję do wykonania. Postanowiłem go „odszczurzyć” oraz sprawić, by ten kawałek PCB i plastiku przestał być elektrośmieciem.

Handheld do gier retro

Zasada numer jeden przy takich sprzętach: zawsze róbcie backup i od razu wyrzucajcie te tanie chińskie karty SD do kosza. Kupiłem porządną kartę 64 GB od Samsunga i tu zaczęła się zabawa. Gdyby to był „oryginalny” R36s, sprawa byłaby prosta: Rufus, paczka z systemem ArkOS, wrzutka na kartę i gotowe. Ale mój klon powiedział „nie”.

ArkOS dedykowany dla R36s na podróbce po prostu nie ruszy. Musiałem ratować się specjalną wersją ArkOS4clone z GitHuba. Jednak prawdziwa walka rozegrała się o jeden, przeklęty pliczek od ekranu. Bez niego zamiast gry widzisz ciemność. R36s ma kilka wersji takich plików, które można dobrać metodą prób i błędów (czyt. resetowania konsoli sto razy), ale mój klon to była wyższa szkoła kombinatoryki.

Płyta główna prawdę Ci powie

Jak znaleźć ten adekwatny plik, kiedy masz przed sobą setki możliwości? Trzeba było sięgnąć po śrubokręt. Odkręciłem obudowę, spisałem model z płyty głównej i dopiero Google mi powiedziało, z czym tak naprawdę mam do czynienia.

Płyta główna konsoli

Cała operacja przypominała chirurgię na plikach: najpierw wgrywasz system ArkOS4Clone na kartę przez Pi Imager lub Rufus, a potem szukasz w sieci wspomnianego pliku o rozszerzeniu „.dtb”. To po prostu sterownik ekranu. Jego nazwa zaczyna się od „rk3326” – ta fraza to procesor Rockchip, który tam siedzi, następnie wrzucasz go na stronę „DTB Panel Tool”, która mówi Ci, jaką dokładnie masz wersję panelu LCD.

Na koniec odpalasz na karcie SD programik dtb-selector.exe i wybierasz odpowiedni numerek panelu. Dopiero po tym rytuale konsola łaskawie pokazała obraz.

Od elektrośmiecia do Balatro w kieszeni

Po tej walce mój chiński wynalazek dostał potężnego kopa. Zyskałem dostęp do Portmastera, co pozwala uruchamiać niektóre gry z PC. Odpaliłem chociażby Balatro.

Gra „Balatro” działająca na urządzeniu

Da się? Da się, choć litery są tak mikroskopijne, iż gra staje się niemal niegrywalna. Ale za to klasyki? Tu jest bajka. Sonic śmiga jak szalony, można próbować sił z pierwszym Diablo czy Falloutem. Największe zaskoczenie to jednak PSP – jest masa tytułów, w które na tym sprzęcie za stówkę z kawałkiem gra się wręcz komfortowo.

Wiem, iż ten opis brzmi jak instrukcja obsługi reaktora i nie traktujcie tego jak profesjonalny poradnik. Ja się po prostu cieszę, iż ten handheld stał się w końcu użyteczny. Zamiast zbierać kurz, będzie teraz dzielnie emulował klasyki.

Źródło: mat. własny

Ayaneo Pocket S Mini to niepozorna konsola. Mały handheld o potężnej mocy
gaminghandheldykonsola przenośnaretro
Idź do oryginalnego materiału